
Wszystko co przeczytałam w tej książce jest tak realne i tak pobudzające zmysły, że czyta się ją jednym tchem. Opis Wenecji jest tym bardziej realny, że autora oparła go na materiałach źródłowych i prawie wszystkie wydarzenia o których możemy przeczytać są realne (jak np. to co się w XVI wieku robiło z czarownicami, jakie panowały układy między duchownymi a kurtyzanami). Nawet niektóre postacie są autentyczne, co tym bardziej dodaje wartości tej książce.
Polecam gorącą, bo naprawdę warto.
Fragmenty:
- Kurtyzanę, której dobrze się powodzi, można poznać już w chwili, gdy się zjawia. Spory kościół mieści na niedzielnej mszy czterystu, no może pięciuset mężczyzn, a ja ci gwarantuję, że co najmniej sześćdziesięciu lub siedemdziesięciu z nich jest zainteresowanych kobietami tak samo jak modlitwą, choć niektórzy może nawet nie zdają sobie z tego sprawy. Dlatego właśnie najlepsze kurtyzany ubierają się odpowiednio zarówno do miejsca, jak też dla tych, którzy będą na nie patrzeć. (...)
Wybierają miejsca, zajmują je, układają spódnice i poprawiają szale ruchem niedbałym, ale tak precyzyjnym, żeby pokazać przez moment skórę, ale nie piersi – zbyt wiele ciała odsłoniętego w zbyt szybkim tempie w kościele może przypomnieć mężczyźnie równie szybko o piekle, jak i niebiosach.
(...)
Wenecja, 1527 rok
Mój Boże, ależ to miasto cuchnie! Nie wszędzie, bo na przykład wzdłuż południowego nabrzeża, gdzie cumują statki, powietrze jest aż gęste od zapachu korzeni, pozostałego w pustych już ładowniach, i na Canale Grande, gdzie za pieniądze kupuje się świeżą bryzę razem z luksusem, ale tam, gdzie my mieszkamy, wśród popadających w ruinę domów tkwiących w cuchnącej wodzie, z dziesiątkami rodzin upchanych jedna na drugiej niczym gnijące warzywa, odór rozkładu wgryza się w nozdrza. W moim wypadku nos jest dość blisko ziemi, przez co zdarza się, że prawie nie mogę oddychać.
Starzec, który co rano mierzy poziom wody w studni naszego campo, mówi, że smród jest silniejszy z powodu letniej suszy i jeśli woda obniży się choćby trochę, trzeba będzie dowozić świeżą w barkach, a wtedy jedynie ludzie mający pieniądze będą mogli się napić. Aż trudno to sobie wyobrazić – miasto zbudowane na wodzie umiera z pragnienia.
środa, 26 marca 2008
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz