
Nie wiem co mnie skłoniło do wypożyczenia tej książki, ale żałuje bardzo, że w ogóle ją zaczęłam czytać. Zanim Honey spotyka mężczyznę swoich marzeń to mijamy co najmniej połowę książki z nudnymi opisami jej życia wcześniejszego.Tak po prawdzie nie ma tu żadnej akcji, książka ani trochę nie jest śmieszna no i jest kolejną której nie udało mi się doczytać (chociaż bardzo się starałam). Chciałam mieć książkę lekką (co sugerował tytuł) taką typową do czytania w komunikacji miejskiej. Tylko mi nastrój popsuła że tyle czasu jej poświęciłam.:/
wtorek, 22 lipca 2008
2008/07/22 13:17:34
A mi się ta książeczka podobała.
Pamiętam, ze czytałam ją dwa lata temu leżąc na plaży w Dziwnówku (swoją drogą, cudna nazwa). Była tak rewelacyjnie prosta, niewymagająca myslenia i głupia...ale wtedy właśnie takiej ksiażeczki potrzebowałam:)
Pamiętam, ze czytałam ją dwa lata temu leżąc na plaży w Dziwnówku (swoją drogą, cudna nazwa). Była tak rewelacyjnie prosta, niewymagająca myslenia i głupia...ale wtedy właśnie takiej ksiażeczki potrzebowałam:)
Szkoda, że nie doczytałaś. Bo wcale nie jest taka przewidywalna i taka optymistyczna, jaka się wydaje. Pod koniec się rozkręca. Najlepsze, że królewicz z bajki nie okazuje się znowu takim królewiczem ;).
OdpowiedzUsuńZgodzę się, że na początku się za bardzo dłuży...i niewiele się dzieje.
Yh, okropna książka! Sięgnęłam po nią, bo w opisie z tyłu przeczytałam, że "jak Bridget Jones", czy jakoś takoś, a BJ lubię (film). Nie skończyłam. Nie polubiłam głównej bohaterki, drażniła mnie...
OdpowiedzUsuń