Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść młodzieżowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść młodzieżowa. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 stycznia 2014

Sny – Anna Frankowska

http://zaczytani.pl/ksiazka/sny,druk

Wydawnictwo: Novae Res
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 324
Źródło: Biblioteczka własna


Sen to nieodłączny element naszego życia. I chociaż zawsze śnimy, to jak to jest że czasami pamiętamy co nam się przyśniło a czasami nie? Ja kiedyś częściej pamiętałam moje sny, teraz niestety padam ze zmęczenia i nie pamiętam nic.

Sasza to osiemnastoletnia dziewczyna z problemami, ale kto ich nie ma. Jednak Anastazja ma je na własne życzenie, narkotyki, alkohol, dwie próby samobójcze – to nie mogło się dobrze skończyć. Teraz czeka ją pobyt w ośrodku, w którym to jej życie zmieni się diametralnie, ale nie chodzi niestety o nałogi. Sasza po przybyciu do ośrodka dla trudnej młodzieży dowiaduje się, że nie tylko widzi sny innych ludzi, ale też może je spełniać. Na dodatek to ona ma uratować świat, to ona ma zapobiec końcowi świata. Jednak sny ludzi w ośrodku nie pomogą jej w misji ratowania świata, dlatego Adrian, który od początku od kiedy tylko zobaczył Saszę, się w niej zakochał, pomaga dziewczynie wydostać się z zamknięcia. Wtedy też na drodze Saszy staje Małgorzata i jej syn Dominik, którzy odegrają nie małą rolę w tym wszystkim, jednak jak cała historia się skończy to już musicie przeczytać sami.

Byłam bardzo ciekawa tej książki, jednak po przeczytaniu nie do końca czuje się usatysfakcjonowana. Pomysł na książkę wydawał mi się świetny, sny od zawsze odzwierciedlały nasze obawy, marzenia, lęki, pragnienia, a moc ich spełniania to by było coś niesamowitego, ale też groźnego. Dlatego byłam bardzo ciekawa jak to wszystko się rozwinie, jak autorka pociągnie ten wątek. I ogólnie rzecz biorąc w książce nie brakuje akcji, jest walka o życie, jest wątek miłosny, ale to wszystko za szybko się dzieje. W za krótkim czasie, za dużo wydarzeń. No i Sasza, jakoś trudno ją polubić, biorąc pod uwagę to że wszyscy mogą zginąć a ona się zastanawia kogo ma wybrać. Ostatnim minusem (chyba) był brak emocji ze strony młodych ludzi, chociaż jakby się zastanowić to młodzież teraz jest jakaś taka obojętna. Za to ogromny plus należy się autorce za zakończenie!

„Sny” Anny Frankowskiej to dobra książka dla młodzieży, to literatura paranormalna w polskim wydaniu. Napisana prostym językiem, powoduję że czyta się ją błyskawicznie, a pędząca akcja nie pozwala ani na chwilę się od książki oderwać. Autorka nie raz nas zaskakuje i nawet parę minusów nie może popsuć lektury, dlatego wszystkim tym którzy lubią literaturę paranormal, polecam najnowszą książkę pani Anny!


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Novae Res, za co serdecznie dziękuję!!!
http://novaeres.pl/

Książka bierze udział w wyzwaniu: Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: 2,5 cm (142,1cm)

piątek, 27 września 2013

Alicja w krainie Zombi – Gena Showalter


Wydawnictwo: Mira
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 508
Źródło: Liczba stron


Premiera: 25 wrzesień 2013


Nigdy nie byłam fanką filmów czy książek z Zombi w roli głównej, jakoś nie przemawiały do mnie chodzące trupy pożerające ludzi. Jednak jak usłyszałam o „Alicji w krainie Zombi” coś się zmieniło, nie wiem czy to opis, czy ta okładka, ale coś mnie przyciągało do tej książki. I tak lekturę książki mam już za sobą, a moje wrażenia poznacie za chwilkę.

Alicja to zupełnie normalna nastolatka, jednak z nie zupełnie normalnego domu. Jak każdy w tym wieku chodzi do szkoły, uczy się, ma średnie kontakty z ojcem, to jednak wyróżnia ją fakt, że nigdy, ale to nigdy nie wychodzi z domu po zmroku. Ich dom to istna forteca, z której po zachodzie słońca nie ma wyjścia, a ojciec noc w noc pilnuje rodziny z bronią i butelką czegoś mocniejszego w ręku. Wszystko się zmienia w szesnaste urodziny dziewczyny, kiedy to ojciec łamie się i zgadza na wieczorny występ młodszej siostry Alicji, na który wybierają się całą rodziną. Tego wieczoru Al nie zapomni nigdy, to co ujrzy nie będzie jej się mieściło w głowie. Jej ojciec i matka zostają pożarci przez straszliwe bestie, na szczęście młodsza siostra umiera sama.

Alicja długo nie może otrząsnąć się z szoku, nie chce przyjąć do wiadomości faktu, że jej rodzina nie żyje. I choć dziadkowie, z którymi teraz mieszka, robią wszystko co mogą, to dziewczyna i tak czuje się winna całej tej sytuacji, tego, że nie wierzyła, tego że przeżyła. W nowej szkole też dzieją się niesamowite rzeczy, i aż strach spojrzeć w fiołkowe oczy pewnego chłopaka, bo wizje jakie ją nachodzą, są jeszcze bardziej nie realne i niemożliwe. I pozostaje tylko pytanie co dalej, czy Alicja Bell znajdzie dość siły by stawić czoło nowemu złu?

W ostatnim czasie panuje duża moda na różne nadprzyrodzone postacie, były już wampiry, wilkołaki, anioły, czarownice, aż w końcu przyszedł czas na zombie. W końcu coś nowego i naprawdę niesamowitego. Autorka nawiązuje do baśni Lewis'a Carrolla, jednak oprócz imienia bohaterki, pewnego królika, tytułów rozdziałów i potworów, nic więcej te książki nie łączy, nie ma tu baśniowych klimatów, za to jest strach, mrok i wiele zła ociekającego czarną mazią.

Bardzo spodobał mi się pomysł autorki i jego rozwinięcie, bardzo polubiłam też Alicję, chociaż to typowa nastolatka. Gena Showalter stworzyła mroczny świat, który wciąga im głębiej się w niego zanurzamy. I choć początkowo miałam pewne obawy, jak to jest, że tylko Alicja nie wychodzi z domu po zmroku, że inni mogą, i nic złego im się nie dzieje, to jestem całkowicie usatysfakcjonowana tym jak zostało to wyjaśnione. Do tego bohaterowie – nie da się ich nie lubić, Al i jej przyjaciółkę Kat, oraz całą tą mroczną grupę pod dowództwem Cole'a.

„Alicja w krainie Zombi” to książka dla młodzieży, ale nie tylko - mnie wciągnęła bardzo. Autorka miała świetny pomysł i doskonale go wykorzystała. Mamy tu mroczny świat pełen potworów, zła, z którym musimy walczyć, ale mamy tu też dobro, w końcu jak to bywa, nie może zabraknąć dobrych uczuć, miłości między bohaterami.

Książkę polecam fanom gatunku paranormal romance, ale też wszystkim tym, którzy mają ochotę poznać coś nowego, mrocznego, którzy gotowi są poznać świat pełen potworów. A ja z niecierpliwością czekam już na drugi tom! Jestem bardzo ciekawa jak to się dalej potoczy.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Harlequin/Mira, za co serdecznie dziękuję!!!


Książka bierze udział w wyzwaniu: Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: 3,8 cm (108,4cm)

wtorek, 11 grudnia 2012

Biała jak mleko, czerwona jak krew – Alessandro D'Avenia


Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 309
Źródło: Biblioteczka własna


Zastawialiście się kiedyś nad znaczeniem kolorów w naszym życiu? W końcu nie tylko przedmioty mają barwy, ale uczucia, nasza dusza, charakter. Mnie najlepiej określają dwa kolory: czerwony i zielony, i podobnie jak bohater książki nie lubię białego. A dlaczego?

„Biel jest kolorem, którego nie znoszę – nie ma granic. Białe plamy na mapie, białe noce, biały wiersz, wywiesić białą flagę, dostać białej gorączki … Właściwie biel nie jest kolorem. Jest niczym. Podobnie jak cisza, czyli nic bez słów i bez muzyki. W ciszy – w bieli”

Leo to młody chłopak, na pozór całkiem zwyczajny, jednak jest w nim coś niezwykłego. Jego świat to świat kolorów, to nimi określa uczucia jakie nim kierują. I choć ma dopiero zaledwie szesnaście lat, choć ma jak każdy nastolatek wiele pomysłów, a czas dzieli między przyjaciół, to przyjdzie mu zrozumieć, czym jest prawdziwa miłość.

Beatrice – piękna rudowłosa dziewczyna, o cerze białej jak mleko. To w niej zakochuje się Leo, i to dla niej jest w stanie zrobić wszystko, by jego miłość przetrwała. Bo niestety Beatrice jest chora, ma białaczkę, i wszystko wskazuje, że nie zostało już jej wiele czasu. To trudna sytuacja dla tak młodego chłopaka, o trochę nieposkromionym charakterze, któremu przetrwać pomaga Silvia – tylko ona trwa przy nim i rozumie co czuje.

Jakiś czas temu obiecałam sobie, że na razie dam sobie spokój z książkami młodzieżowymi i choć z reguły to mi się udaje, to jednak do tej książki coś mnie bardzo ciągnęło. Może to wina tych wszystkich zachwalających opinii, a może jej włoski charakter. Muszę się przyznać, że do tej pory jakoś na bakier byłam z włoską literaturą, i niestety wiele traciłam. Dzięki autorowi mam ochotę na więcej włoskiego klimatu i więcej takich książek.

„Biała jak mleko, czerwona jak krew” to rodzaj pamiętnika, pisanego przez młodego chłopaka, który opisuje w nim swoje uczucia, obawy, swój strach i gniew. Możemy patrzeć jak rodzi się uczucie, jak ono się rozwija, aż w końcu czym ono naprawdę jest. Jak wiele jesteśmy w stanie zrobić dla kochanej osoby. Ale książka ta to nie tylko Leo, to też Silvia, rodzice, czy nauczyciele. Autor pokazuje nam jak wiele naszych decyzji zależy od innych, od wsparcia, od ciągłego tłumaczenia, czy czasem małego pokierowania. Należy pamiętać, że nigdy nie wolno nikogo skreślać, że czasem na pierwszy rzut oka nie wszystko widać, i można bardzo się pomylić.

Alessandro D'Avenia napisał bardzo mądrą i wzruszającą książkę, to współczesne Love story. Nie spodziewałam się, że książka tak mnie pochłonie, że będę kibicować Leo w odkrywaniu prawdziwego uczucia, w poznawaniu prawdziwej miłości. I te kolory, które nas otaczają, które mówią nam o świecie. Polecam!!!

czwartek, 15 listopada 2012

Po tamtej stronie Ciebie i Mnie – Jess Rothenberg

 
Wydawnictwo: Amber
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 412
Źródło: Biblioteczka własna


„Po tamtej stronie Ciebie i Mnie” wygrałam jakiś czas temu w konkursie i całkiem o niej zapomniałam. Na szczęście bratanica postanowiła poszperać, co tam nowego mam, i tak mi o niej przypomniała, namawiając żebym szybko ją przeczytała. I tak, co by móc podzielić się wrażeniami, nadrobiłam zaległości, i zabrałam się za kolejną książkę dla młodzieży, chociaż zapierałam się, że na razie sobie takie odpuszczę.

Brie ma niecałe szesnaście lat i bardzo udane życie. Ma wspaniałą rodzinę, kochających rodziców, młodszego brata, ma trzy najlepsze przyjaciółki, no i najważniejsze chłopaka, którego kocha nad życie. Jednak nie dane jest jej dożyć kolejnych urodzin, gdyż choć to wydaje się nie możliwe, Brie pęka serce. Dosłownie, pęka na pół, po tym jak Jacob z nią zrywa, kiedy mówi jej, że już ja nie kocha. Lekarze mówią, że to rozległy zawał, choć trochę nietypowy, jednak czy w tym wieku jest to normalne?

I tak się zaczyna ta historia, historia dziewczyny, której pękło serce z miłości. Brie trafia do zaświatów, do czegoś między niebem a ziemią, gdzie musi przejść pięć etapów: wyparcie, gniew, przekupstwo, smutek i akceptację. W tym wszystkim pomaga jej Patric, który towarzyszy jej w licznych podróżach, oraz uparcie dąży do odkrycia prawdy. A Brie? Dopiero teraz widzi co znaczy życie, dopiero teraz zdaje sobie sprawę, jak ciężko jest się pogodzić ze stratą, jak ciężko jest patrzeć na ból innych osób. Podczas tych podróży i odkrywania prawdy, chociaż nie żyje i nie ma serca, nie raz poczuje jeszcze co to jest ból, jednak w końcu uda jej się spełnić misję i odnaleźć spokój.

Nie spodziewałam się, myślałam, że to kolejna książka młodzieżowa, o miłości nastolatków. I chociaż miłość była, to była ona bardzo dojrzała, bardzo prawdziwa. Była tu miłość nie tylko między chłopakiem a dziewczyną, ale też rodzicielska, no i przyjaźń, jaka nie każdego z nas spotyka.

„Po tamtej stronie Ciebie i Mnie” to piękna historia o pękniętym sercu, o tajemnicach, o bólu po stracie. Były momenty kiedy miałam ochotę ryczeć nad niesprawiedliwością, ale były też takie kiedy uśmiechałam się do siebie. Jedno jest pewne, nie jest to książka tylko na młodzieży, i jak tylko zacznie się ją czytać, to nie można się od niej oderwać. Bardzo mi się podobała i polecam, wzruszenie murowane!

piątek, 2 listopada 2012

Światła września – Carlos Ruiz Zafon

 
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 255
Źródło: Biblioteczka bratanicy


Ostatnio tak się jakoś składa, że Zafon sam wpada w moje ręce. Poprzednio koleżanka mi tak jakoś znienacka podrzuciła, a tym razem bratanica, a że go bardzo lubię, to radość była całkiem spora. W końcu Zafona nigdy dość ;D

Simone Sauvelle po śmierci męża wraz z dziećmi nie radzi sobie w Paryżu. Jej małżonek narobił masę długów, przez co życie staje się jeszcze cięższe. Dlatego jedynym wyjściem jest przeprowadzka do Normandii, by tam Simone mogła pojąć pracę jako ochmistrzyni normandzkiej rezydencji Lazarusa Janna. Irene i Dorian są zachwyceni zmianą otocznia, teraz oboje w końcu będą mogli dalej się uczyć, a nie zarabiać, by spłacać długi ojca. Simon również jest wniebowzięta, stary fabrykant okazuje się być niezwykłym człowiekiem, który nie tylko dał jej pracę, ale też dach nad głową, a sama praca wcale nie jest trudna, no może poza paroma dziwactwami pryncypała.

Lazarus zasłynął jako wynalazca wielu zabawek, dlatego nikogo nie dziwi jego dom, w którym wychodzą one z wszystkich kątów, patrzą tymi swoimi czerwonymi oczyma. I dopóki jest jasno, wszystko jest w porządku, ale w nocy zaczynają one przerażać. Do tego pewnego dnia w niewyjaśnionych okolicznościach ginie kucharka, młoda dziewczyna, która wygląda jak by umarła ze strachu. Irene zaczyna się to wszystko nie podobać, dlatego wraz z Ismaelem postanawiają odkryć prawdę, która jest dość przerażająca!!!

Jest to troszkę inna książka, niż te które do tej pory czytałam. Jest oczywiście zagadka, ale są też zabawki, przerażające zabawki! Jak byłam mała zawsze bałam się, że jak zamknę oczy, to moje zabawki ożyją. I jak tylko zaczęłam czytać tę książkę, to znów wszystko wróciło (znaczy wspomnienia), i nie wiem, ale chyba nie mogłabym spać w takim domu, chodzić w nim po ciemku, wśród święcących oczu. Ale wracając do książki, to autor miał niezły pomysł, stworzył niezłą historię ale … nie do końca ją kupuje. Może już troszkę za stara jestem?

„Światła września” to książka w której nie brakuje akcji, jest dużo sekretów i tajemnic, są też rzeczy, które nam się nie śniły. Język jest bardzo plastyczny i na pewno działa na wyobraźnię. Jednak bohaterowie nie do końca mi się podobali, oprócz Lazarusa, byli tacy trochę spłyceni. To pierwsza książka która tak średnio mi się spodobała, ale na pewno sięgnę po pozostałe książki Zafona, które czekają na swoją kolej ;)

Ps. Na razie pierwsze miejsce ma u mnie "Więzień nieba" - to była piękna historia!!!

wtorek, 14 sierpnia 2012

Igrzyska śmierci – Suzanne Collins


Wydawnictwo: Media Rodzina
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 351
Źródło: Biblioteczka własna


Był czas, że na jakiego bloga nie zajrzałam, tam była recenzja „Igrzysk śmierci”. Większość z nich wyrażała się o książce w samych superlatywach, niekiedy tylko zdarzało się, że książka nie wywołała wielkich zachwytów, ale i tak się podobała. Po tym okresie, wiedziałam, że muszę i ja ją przeczytać, że muszę zaspokoić swoją ciekawość. Na szczęście książka do mnie sama trafiła, dzięki kochanym koleżankom z pracy :)

„Czy zdołałbyś przetrwać w dziczy, zdany na własne siły, gdyby wszyscy dookoła próbowali wykończyć Cię za wszelką cenę?”

Niedaleka przyszłość, na terenach Ameryki Północnej powstaje miasto Panem, otoczone dwunastoma dystryktami. Im dalszy dystrykt tym większa bieda, niestety władze miasta ściągają z każdego dystryktu straszne daniny, przez co większość ludzi głoduje. Każdego roku też organizowane są Głodowe Igrzyska, by nikt nie zapomniał o buncie, którego dokonał kiedyś trzynasty dystrykt. I tak każdy rejon zobowiązany jest wystawić jednego chłopaka i jedną dziewczynę między dwunastym a osiemnastym rokiem życia. Staną oni na arenie, walcząc między sobą o przetrwanie, przyjdzie im walczyć na śmierć i życie z pozostałymi wybrańcami.

W dwunastym dystrykcie zwanym Złożyskiem, wybór pada na Prim Everdeen, jednak jej siostra Katniss by uratować młodszą siostrę, zgłasza się za nią. Od dawna to ona jest głową rodziny, opiekuje się nie tylko Prim, ale też chorą matką. To ona dostarcza jedzenie do domu, ryzykując własne życie. To ona ma większe szanse na przeżycie w tej podłej grze!

Po tych wszystkich pozytywnych i zachwalających książkę opiniach, wiele się po niej spodziewałam i wiele dostałam. Jak tylko zaczęłam czytać, to nie mogłam się od niej oderwać, choć na chwilę jej zostawić. Bardzo szybko zostajemy wciągnięci w niebezpieczną grę, którą co kawałek przerywają wspomnienia Katniss. I tak poznajemy nie tylko same wydarzenia z areny śmierci, ale też życie głównej bohaterki.

„Igrzyska śmierci” to świetna książka, autorka miała bardzo dobry pomysł i świetnie go wykorzystała, stworzyła apokaliptyczna wizję, która nie tylko przeraża, ale też bardzo ciekawi. Miasto otoczone dystryktami, walka o przetrwanie, Kapitol, który decyduje o życiu i śmierci, którego bawią, zmagania młodych ludzi, którzy zostali wciągnięci w nierówną walkę. Do tego media, i prześciganie się by pokazać się z jak najlepszej strony, by zostać zauważonym. Cała ta otoczka, by bogaci, wpływowi ludzie mieli zapewniona jak najlepszą rozrywkę.

Ale oprócz całej tej otoczki, na uznanie zasługują też postacie, i to nie tylko te główne, z pierwszego planu. Wszystkich poznajemy dzięki głównej bohaterce, Katniss, to jej oczami patrzymy i oceniamy. Autorka nie pozostawiła nic przypadkowi, wszystko jest dopracowane, dopięte na ostatni guzik i na całe szczęście nie ma tu mdłego romansu, wszystko jest grą. Książka wywołuje wiele emocji, możemy się pośmiać, czasem jest nam smutno, jednak główne emocje to złość, na Kapitol, na niesprawiedliwość, na zachcianki rządzących, na brak szacunku do ludzi. I jedyne czego mi w tej książce zabrakło, czego było mało, to strachu. Nie czułam go aż tak bardzo, bohaterowie też nie, była u nich bezsilność, lub wielka złość, ale tego strachu jakoś tak nie za wiele. No ale to jedyne moim zdaniem takie małe niedociągnięcie.

Polecam wszystkim tym, którzy jeszcze nie poznali Kathniss, którzy nie mieli okazji uczestniczyć w Głodowych Igrzyskach, a ja koniecznie muszę teraz zdobyć kolejną część !!!

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Dwie strony medalu – J. M. R. Michalski



Wydawnictwo: Lucky
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 207
Źródło: Biblioteczka własna


Nie od dziś wiadomo, że przeciwieństwa się przyciągają i nie tylko w miłości, ale także w przyjaźni. Często w drugiej osobie szukamy tego, czego nam brakuje, szukamy cech, których nie mamy. I często chociaż wiele dzieli, to z czasem jeszcze więcej łączy. Prawdziwa miłość czy przyjaźń nie znają granic, i żadne przeciwieństwo ich nie rozdzieli.

Michał i Adam przyjaźnią się od małego i chociaż są tak różni, to zawsze mogą na siebie liczyć.

Michał to idealny chłopak, idealny syn, uczeń, narzeczony. Jego matka to wzięty prawnik, ojciec – kardiochirurg, a on sam oprócz nauki, poświęca się dzieciom, tym z trudnym dzieciństwem, z patologicznych rodzin i nie robi tego, żeby mu to pomogło w karierze, tylko z potrzeby serca. Ma już praktycznie zaplanowane wszystko, od studiów po założenie rodziny, do tego Julka, narzeczona, która wie czego chce w życiu.

Adam – wagaruje, nie szanuje dziewczyn, chodzi na ustawki. Jedyne co robi dobrze i z pasją to gra w piłkę, i chyba tylko dzięki temu, że jest dobry, jeszcze nie wyrzucili go ze szkoły. Po szkole kolejną ulubioną rzeczą są bójki, dowodzi on Pretorianom, chce by wspięli się oni na sam szczyt, choć często stawką jest życie.

Pewnego dnia w ich życiu pojawia się Alicja, która pochodzi z dobrej rodziny, świetnie się uczy, i głęboko wierzy w Boga. I choć nigdy by nie spojrzała na kogoś takiego jak Adam, to jednak zakochuje się w nim po tym, jak chłopak ratuje ją z rąk oprychów. Od tej pory już nic nie jest takie proste.

Nie wiem dlaczego, ale spodziewałam się po tej książce czegoś innego. Książka dla młodzieży w której tyle jest o Bogu i wierze? Z drugiej strony czemu nie, to mogło być świetne doświadczenie, niestety nie do końca takie było. Michał był tak idealny, że aż nierealny, za to Adam na początku był świetny, dopiero później coś się popsuło. Ja rozumiem że można się zmienić, ale chyba jakoś nie wierzę, że do tego stopnia. Obaj tak naprawdę trochę sztucznie wyszli. Na uwagę zasługiwała jedynie Julka, jej postać najbardziej mi się podobała, była jak najbardziej rzeczywista, realna i ludzka !

Do tego świat przedstawiony, środowisko w którym się wychowywali, znów można podzielić. I tak świat Adama, nocne kluby, ustawki, autor świetnie opisał, bardzo realistycznie, za to szkołę i środowisko Michała znów na siłę. Lekcje katechezy na której uczniowie tak mądrze się wypowiadają, wymieniają poglądy, a całość przebiega tak miło. Choć już trochę czasu minęło od kiedy ja chodziłam do szkoły, to jednak czegoś takiego nie pamiętam, a z tego co wiem, to lekcje w szkołach wyglądają co raz gorzej. No ale cóż, kolejny szczegół.

„Dwie strony medalu” pokazuje nam dwa światy, jednak jak dla mnie zbyt przerysowane, autor skupił się tak bardzo na pokazaniu różnic, że zatracił naturalność. Ale książka nie jest tak do końca zła, ma parę dobrych momentów, ma też Julkę, no i zakończenie, podobało mi się, choć może ktoś powie, że było zbyt przewidywalne. Biorąc pod uwagę, że to debiut, to mam nadzieję, że kolejna książka będzie już bardziej naturalna :)