wtorek, 13 marca 2012

Siła trucizny – Maria V. Snyder

 
Wydawnictwo: Mira
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 380
Źródło: Biblioteczka własna
Seria: Trylogia Twierdza Magów – Księga I


Świat rzeczywisty bywa brutalny - pogoda nie dopisuje, w pracy wymagają co raz więcej i więcej, w domu obowiązków też nie brakuje. Dlatego tak bardzo lubię przenosić się do innego wymiaru, do świata pełnego magii, świata, tak bardzo różnego od tego, który znam. I chociaż pierwsze kroki stawiałam dość niepewnie, to jednak warto było poznać Iksję i jej mieszkańców ! Ale od początku.

Dziewiętnastoletnia Yelena czeka na wyrok śmierci, jednak cokolwiek by nie było, nie żałuje tego co się stało, nie żałuje, że zabiła człowieka, syna swojego opiekuna. Zasłużył sobie na taką śmierć. Niestety Iksja wyznaje prawo „oko za oko”, a tym samym „śmierć za śmierć” i nie ważne czy zabijamy w obronie własnej czy to tylko wypadek. I w żaden sposób od tej kary nie można się uwolnić, no chyba, że ma się to szczęście i właśnie ginie tester żywności.

Yelena staje przed wyborem, albo zostanie wykonany na niej wyrok śmierci, albo zostanie ona nowym testerem żywności komendanta. Wybór niezbyt ciekawy, śmierć z ręki kata, bądź kucharza. Jednak zawsze to trochę życia więcej. Yelena postanawia wykorzystać tę nową szansę, niestety szybko przekonuje się, że trafiła ona tym razem do więzienia bez krat. Jako nowy tester szybko musi nauczyć się wszystkich trucizn w smaku i zapachu, i niestety codziennie pobierać antydotum na „motyli pył”. Tak więc o ucieczce na razie nie ma mowy, ale i bez tego i tak ma nadal sporo kłopotów. Oprócz codziennego zmagania się z jedzeniem, musi stawić czoło ludziom, którzy życzą jej szybkiej śmierci.

W zamku nie brakuje intryg i zakulisowej walki o władzę. No i jest jeszcze Valek – szef osobistej ochrony szefa, który na krok nie opuszcza Yeleny. Początkowo taki trochę niepozorny, z czasem okazuje się być niezwykle interesującym mężczyzną. Jednak on zabija takich jak ona, zabija każdego kto posiada magiczną moc, która jest zakazana na terenie Iksji, a którą jest obdarzona Yelena.

Co z tego wszystkiego wyniknie, musicie przekonać się sami, ja tylko powiem, że zapowiada się niezwykle interesująca przygoda, która nawet na chwilę nie pozwoli oderwać się od książki !!!

To było moje pierwsze spotkanie z twórczością pani Mari V. Snyder, i jej debiutem powieściowym. Jednak już się nie mogę doczekać kolejnej części. Jestem zachwycona światem stworzonym przez autorkę. Jest on brutalny, ciemny, pełen intryg i ciemnych stron, jednak wbrew wszystkiemu bardzo sprawiedliwy. Prawo jest w pełni respektowane i nie ma tu czegoś takiego jak znajomości, czy siła pieniądza. Do tego ten zamek i kraina go otaczająca, Święto Ognia – pani Maria pokazała, że wyobraźnia jest nieograniczona a ona świetnie to potrafi wykorzystać.

Do tego bohaterowie – Yelena, silna, mądra i piękna kobieta, która nie tylko szybko się uczy, ale też wytrwale dąży do celu. I choć wiele w tak młodym życiu przeszła, to nigdy się nie poddaje.  No i Valek – choć początkowo trochę niepozorny, to jednak na nim głównie skupiła się moja uwaga. To taki facet o jakim marzy każda kobieta, i jako, że w prawdziwym świecie go nie spotkamy, to fajnie chociaż na kartach książki.

„Siła trucizny” to niesamowita książka, która na długi czas całkowicie mnie pochłonęła, a kiedy skończyłam, czułam wielki niedosyt, że to koniec, że muszę czekać na kolejną część. Napisana pięknym, malowniczym językiem, przeniosła mnie do świata magii i czarów, świata który zaskakuje i nie pozwala na chwilę nudy. Świata nietypowego, z bohaterami tak samo nieprzewidywalnymi jak on sam.

Polecam, nie tylko fanom fantasy, może inni w końcu przekonają się do tego gatunku, a ja tej książce daje maksymalną ocenę !!! I już czekam na drugi i trzeci tom !!!

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Harlequin/Mira, za co serdecznie dziękuje !!!

A kolejne części już w maju i kolejno w październiku :)


poniedziałek, 12 marca 2012

Piękna i Bestia




Gatunek: Animacja, Familijny, Baśń
Premiera: 3 lutego 2012 (Polska) 2012-02-03 13 listopada 1991 (świat) 1991-11-13
Produkcja: USA
Reżyseria: Kirk Wise, Gary Trousdale
Scenariusz: Linda Woolverton


Macie swoje ulubione bajki z dzieciństwa? Ja od kiedy dostałam książkę z Piękną i Bestią, wiedziałam, że to najpiękniejsza bajka na świecie. Inni zachwycali się „Alicją w krainie ...”, jeszcze inni „Dumbo”, czy „Kopciuszkiem”, a ja byłam wierna Belli. Widziałam też wszystkie ekranizacje, jedne bardziej mi się podobały, inne mniej, aż przyszedł czas na 3D :)

Do kina miałam zabrać obie moje siedmioletnie chrześniaczki, niestety jedna z nich się rozchorowała i tak z Amelią same spędziłyśmy cudowne półtora godziny :)

...„Dawno, dawno temu w małym miasteczku żyła sobie zwykła dziewczyna o imieniu Bella. Była bardzo piękna. Zaczytana w książkach nie zwracała uwagi na otaczających ją zalotników. Natomiast w mrocznym, wiecznie spowitym mgłą lesie, stało zapomniane zamczysko. Dawniej żył w nim przystojny, lecz samolubny Książe. Za egoizm i nieczułość na ludzkie cierpienia na cały zamek i jego mieszkańców rzucono zaklęcie, przez co książę zamienił się w odrażającą budzącą strach rogatą bestię, a służbę zamkową zamieniono w przedmioty. Warunkiem powrotu do ludzkiej postaci jest obdarzenie człowieka miłością z odwzajemnieniem. Bestii pozostawiono czerwoną różę mającą przypominać o upływającym czasie. Czy Bestii uda się odwrócić działanie czaru? Czy można pokonać odrażające monstrum?”

Piękna bajka, i przecudne efekty. Kocham bajki Disneya, a nowa technologia, te wszystkie efekty, tylko dodają im uroku. Jednak to co było najpiękniejsze, to widok zachwyconej buźki mojej Amelki, która choć też już znała tą bajkę, to nie mogła się napatrzeć na magię. Bo te wszystkie efekty to właśnie dla niej taka magia, coś niesamowitego, te spadające listki tuż przed nią, ta przecudna kolorowa kraina.

A ja sama też świetnie się bawiłam do czasu, aż zobaczyłam cudną bibliotekę, i te wszystkie książki, które Bestia podarowała Belli. Obrazek tego nie oddaje, ale w kinie efekt był wprost przecudowny. Aż chciałabym być Bellą i dostać całą tą przepiękną salę, wypełnioną pod sam sufit książkami.

To była bardzo udana niedziela i ten uśmiech na twarzy dziecka – bezcenne :)

A w środę ze starszą idę na „Kobietę w czerni” – już się boję :/

środa, 7 marca 2012

Pan Potwór – Dan Wells




Wydawnictwo: Znak emotikon
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 288
Źródło: Biblioteczka własna


Tydzień temu przeczytałam pierwszą część „Nie jestem seryjnym mordercą” i jak tylko skończyłam, musiałam zabrać się za kolejną. Nie mogłam przestać myśleć o Johnie i demonie z którym się zmierzył. Byłam też niezmiernie ciekawa, jak poradzi sobie on z Panem Potworem, który nasycił się w końcu krwią. A kim jest ten „Pan Potwór”? Jest on „jak rekin, który poczuł krew. Niczym tygrys, który zwietrzył świeże mięso”. A John? – „A ja byłem zabójcą, który wyczuł ofiarę ... Byłem zabójcą innych zabójców ...”

Sytuacja już od początku nie przedstawia się najlepiej. John nie może zapomnieć o demonie, o tym co się stało. Na dodatek nie ma z kim o tym wszystkim porozmawiać, jego terapeuta nie żyje, a matka codziennie nie tylko stoi mu nad głową, ale też przypomina nie o tym, o czym powinna. Czuje on, że jeszcze chwila i wybuchnie, że musi złamać choć jedną ze swoich zasad, zanim Pan Potwór przejmie kontrolę. Tylko, którą z nich wybrać, by wyrządzić jak najmniej szkód?

Do tego Brooke, codziennie z nim jeździ i rozmawia, a to przecież wbrew regułom. Mama się uparła, by woził ją do szkoły, ale chyba na samym wożeniu się nie skończy. Może John, choć socjopata, jako jedyny z rodziny nawiąże zdrowe relacje nie tylko społeczne. Tylko dlaczego każda jego randka, kończy się morderstwem, wszędzie gdzie się nie ruszy, znajduje on martwą kobietę. Wszystkie są strasznie okaleczone, zmaltretowane, i jakby czekały wprost na Johna, jakby nowy morderca, koniecznie chciał mu przekazać jakąś wiadomość.

Byłam strasznie ciekawa tej książki, po pierwszej części miałam lekki niedosyt, chciałam więcej i więcej i dostałam więcej w kolejnej części. Często zdarza się, że po pierwszej części, autor zaczyna przeciągać fabułę, rozwlekać wszystko w czasie, jakby nie miał pomysłu co dalej. Na szczęście nie w tym przypadku!!! „Pan Potwór” jest jeszcze lepszy od poprzedniej książki.

Dan Wells stworzył bohatera, trochę chorego, innego od wszystkich,  ale takiego którego nie  spotkamy w innych książkach, to nie kolejny krwiopijca, zakochany wampir, tylko prawdziwy socjopata. John Wayne Cleaver dla jednych jest bohaterem, dla innych „popychadłem”, ale tylko on wie jak to jest być pozbawionym sumienia czy poczucia winy. I tylko on wie, jak trudno udawać, że jest się normalnym, bo przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie ekscytuje się śmiercią, bólem, rozkładem.

„Pan Potwór”  zdecydowanie przyspiesza, nabiera tempa. I tak jak w poprzedniej, tak i w tej części zdecydowanie nie brakuje drastycznych scen, wręcz przerażających. Chociaż nadal najbardziej przeraża mnie to, co siedzi w głowie Johna !

Polecam tą serię nie tylko młodzieży, jest naprawdę świetna !!! Ja już nie mogę się doczekać trzeciej części :)

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak emotikon, za co serdecznie dziękuję !!!

wtorek, 6 marca 2012

Defekt pamięci – Krzysztof Bielecki


 

Wydawnictwo: Książka wydana własnym nakładem
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 154
Źródło: Biblioteczka własna


„Co byś zrobił, gdybyś codziennie musiał pisać dwie strony tekstu, aby powstrzymać nadchodzącą zagładę?”

Dobre pytanie, szczególnie dla kogoś, kto nie napisał ani jeden strony, bo zdecydowanie woli czytać niż pisać. Na szczęście to nie ja mam ten problem tylko Autobee Kool – zwykły pracownik biurowy. Jednak jak do tego wszystkiego doszło? Trudno stwierdzić, czy na całą tą sytuację miała wpływ nauczycielka ze szkoły podstawowej i opowiadanie, które za nic nie chciało się napisać, a może zaczęło się od remontu w kuchni i karteczki znalezionej w szafce.

Można by długo się zastanawiać i szukać przyczyny, jednak nie oto chodzi, bo całe te rozważania nie zatrzymają tych wszystkich katastrof jakie mogą się zdarzyć. Trzeba zacząć działać i pisać, pisać i pisać. W końcu dwie strony dziennie to nie tak dużo, można je jakoś upchnąć do codziennych obowiązków. Tylko co dalej?

Niestety okazuje się, że to dopiero początek i Autobee nie jest jedynym piszącym. Jest ich całkiem sporo i każdy z nich ma innego Motywatora. A dwie strony dziennie, to „pikuś” w porównaniu do tych, którzy muszą napisać nawet 100 czy 200 stron. Ale grunt to się nie poddawać i zacząć działać. Trzeba obmyślić plan i ustalić od czego faktycznie się to wszystko zaczęło i zrobić coś, co by uwolniło, wszystkich piszących od Motywatora.

Tak i to nadal jest tylko początek, ale więcej nie zdradzę, resztę sami musicie się dowiedzieć, przeczytać. Ja powiem tylko tyle, że dawno nie czytałam tak zakręconej książki, a im bliżej końca tym  punkt widzenia w kółko się zmieniał i już naprawdę zaczęłam się trochę gubić. Ta książka jest zakręcona na maksa !!! I choć nie spodziewałam się tego po początku, nie wiedziałam w jakim kierunku zmierza autor, to jestem pozytywnie zaskoczona i zakręcona !!! Absurdu w niej nie brakuje, jak i dobrych pomysłów :)

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję autorowi, panu Krzysztofowi !

poniedziałek, 5 marca 2012

Pierwsze marcowe nabytki :)

  1. "Punkt wyjścia" Dawid Kain - od pani Jolanty z Wydawnictwa Oficynka :))
  2. "Zapach spalonych kwiatów" Melissa De La Cruz - promocja w Auchanie (8,99 zł) :))
  3. "Biała jak mleko, czerwona jak krew"  Alessandro D'Avenia - jw. :)))
  4. "Bezwstydna cnota" Nora Roberts - jw. (6,99 zł) :))
  5. "Letnia akademia uczuć" Hanna Kowalewska - jw. (14,99zł)
Udały mi się te promocje, szczególnie mnie cieszą książki  "Zapach spalonych ..." i "Biała jak ..." :)