środa, 25 kwietnia 2012

Zabójcze umysły – sezon pierwszy otwarty !!!


Nie wiem jak ja to zrobiłam, jak mogłam przegapić taki serial ! To wprost niewyobrażalne, właśnie leci sezon siódmy a ja dopiero zaczynam. Ale z drugiej strony wszystko przede mną i nie będę musiała czekać na kolejne odcinki ;)
 
„Kiedy spoglądasz w otchłań ona również patrzy na ciebie.”
Fryderyk Wilhelm Nietzsche

Elitarna grupa profilerów z FBI zajmuje się badaniem psychiki kryminalistów. Pomaga im to w szukaniu zaginionych i porwanych, a dokładniej pomaga to wniknąć w umysł przestępcy i zrozumieć jego metody postępowania. Każdy odcinek to oddzielna sprawa i inne metody poszukiwania.

Nigdy nie przepadałam za serialami takimi jak Kryminale zagadki, czy Kości, za dużo tam było techniki, a za mało działania, za dużo bawienia się w wymyślanie skomplikowanych badań, a za mało myślenia. I właśnie dlatego chyba już po pierwszym odcinku jestem tak zachwycona, zauroczona. Wszystko dzieje się niesamowicie szybko, nie ma czasu na odrobinę wytchnienia, ci ludzie, zespół, cały czas myślą, analizują, stwarzają profil by w końcu dopaść zabójcę. Wszystko jest takie sprawne, szybkie i pewne. Od początku do końca przemyślane. Nie mówiąc już o pewnym geniuszu, który zasila te szeregi :)

„Zabójcze umysły” to serial z którym zdecydowanie warto się zapoznać, nie tylko dla ekipy profilerów ale przede wszystkim dla tych wszystkich psychopatycznych morderców.  Dlaczego wybierają takie a nie inne ofiary, dlaczego akurat w ten sposób mordują, zadają ból. Dlaczego w ogóle pozbawiają innych życia. Ten serial to też kopalnia cytatów !!!

Polecam wszystkim tym, którzy uwielbiają psychopatów !!! A ja muszę się rozejrzeć za książką, która powstała na podstawie  tego serialu, zapowiada się równie nieźle :)

Baza recenzji Syndykatu ZwB

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Sklepik z niespodzianką. Bogusia – Katarzyna Michalak




Wydawnictwo: WNK
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 320
Źródło: Biblioteczka własna


Po książki pani Kasi sięgam w ciemno, nie trzeba mnie zbytnio namawiać, a właściwie wcale, bo ja uwielbiam historie stworzone przez tą autorkę. Na początku była „Poczekajka” i to za nią pokochałam wszystko to, co daje mi autorka, a daje mi niesamowite poczucie humoru, wiarę w lepsze jutro, i niesamowite historie, może czasami zbyt naiwne, ale nie wszystko w życiu przecież musi być skomplikowane.

Bogusia wracając z Holandii do domu, postanawia najpierw przejechać się wzdłuż wybrzeża, i sama nie wie kiedy, ale nagle znajduje się w Pogodnej i wynajmuje sklep i mieszkanie, które znajduje się nad nim. Taka okazja nie trafia się często, a czynsz jest tak niski, że wprost nierealny. Dziewczyna całkiem sporo zaoszczędziła pracując dość długi czas na obczyźnie i choć planowała przeznaczyć te pieniądze na otwarcie jakieś interesu w swoim rodzinnym mieście, to jednak teraz jest całkowicie przekonana, że Pogodna to jest jej miejsce na ziemi.

Po konsultacjach z rodziną, bo Bogusia kocha bardzo swoich rodziców, decyduje się na „kurzołapki” – czyli wszystkie te bibeloty, które do niczego nam się nie przydają, ale za to jak cieszą oko. Za namową też nowych koleżanek, serwuje w swoim sklepiku ciasta domowej roboty i czekoladę. Ale nie byle jaką, tylko taką prawdziwą, na śmietanie i z imbirem albo czymś mocniejszym, jak kto woli. I tak przy cieście i czekoladzie umacniają się nowe przyjaźnie między Stasią, Lidką, Adelą i oczywiście Bogusią. Te czarownice mają wiele do powiedzenia, i wiele do zrobienia, bo w końcu trzeba rozruszać Pogodne i jego mieszkańców. A do tego zająć się pewnym artystą, pomóc zwierzętom, no i przede wszystkim własnemu ojcu, którego życie w raz z wypadkiem traci sens.

To było niesamowite przedpołudnie, choć za oknem pada to ja czuję, że mam siłę na wszystko. Zawsze się tak czuję, po książkach pani Michalak, nie wiem jak ona to robi, ale humor to poprawia wspaniale. No i to jej optymistyczne patrzenie w przyszłość naprawdę się udziela.

Książki pani Kasi, są przede wszystkim o przyjaźni, miłości, dają dużo ciepła i emocji, tych pozytywnych, i choć ich treść jest dosyć błaha, to autorka świetnie w nią przemyca, ważne tematy. Poprzednio był to problem z przeszczepami szpiku kostnego, tym razem opieka nad zwierzętami, tymi głodzonymi, maltretowanymi, porzucanymi w lesie. Ale też pokazuje jak ważne jest oparcie rodziny w trudnych chwilach, gdy traci się coś ważnego.

Kocham książki pani Katarzyny Michalak, za jej ciepło, miłość i uczucia, a przede wszystkim za te wszystkie wątki związane ze zwierzętami :D No i czekam z niecierpliwością na kolejne Sklepiki z niespodzianką – jestem ciekawa, co w nich znajdę :)

niedziela, 22 kwietnia 2012

Ulotne chwile szczęścia – Robyn Carr




Wydawnictwo: Mira
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 332
Źródło: Biblioteczka własna


Niecałe pół roku temu miałam okazje poznać twórczość Robyn Carr, kiedy to w moje ręce wpadła książka „Pożegnanie z przeszłością”. Teraz, kiedy trafiłam na jej kolejną książkę, bez chwili wahania, bez chwili zastanowienia, szybciutko się za nią zabrałam.

Virgin River to niewielkie miasteczko, liczące gdzieś koło sześciuset mieszkańców, położone jest wysoko w górach. Jego mieszkańcy to dość specyficzna grupa ludzi, cześć z nich to byli żołnierze,  którzy chcą zapomnieć o tym co wiedzieli i przeżyli w Iraku, a część marzy o wojsku, o wstąpieniu do armii. Jednak to co najbardziej łączy tych ludzi, to wspólne przeżywanie bólu i pomoc tym, którzy ucierpieli w skutek śmierci bliskiej osoby.

Vanessa jakiś czas temu też straciła męża w Iraku, i choć nie tak sobie wyobrażała swoje życie, to jednak teraz wie, że jedynie w Virgin River jest w stanie dojść do siebie po tak ogromnej stracie. Na szczęście nie jest sama, jest z nią ojciec, i jej i Matta najlepszy przyjaciel - Paul, który postanowił zostać z Vanessą, póki ta nie urodzi dziecka. Obydwoje czują wielka pustkę i razem starają się dojść do siebie, wspierać się nawzajem. 

Jednak, po jakimś czasie, Vanessa uświadamia sobie, że nie chce całego życia spędzić sama, że brakuje jej bliskości drugiej osoby, a szczególnie bliskości Paula. Przez całe swoje krótkie małżeństwo ani razu nie pomyślała o innym mężczyźnie, nie zdradziła męża, gdy ten stacjonował w Iraku, jednak teraz czuje, że łączy ją z Paulem coś więcej niż tylko przyjaźń. Tylko czy tak wolno, czy to nie za szybko i co ludzie powiedzą. Czy Vanessa ma jeszcze prawo do szczęścia, do tego by być kochaną?

A Paul, który zakochał się w Vanessie od pierwszego wejrzenia, czy ma w końcu u niej szansę, biorąc pod uwagę, że spodziewa się właśnie dziecka z inną kobietą?

To moja druga wizyta w Virgin River i cieszę się, że mogłam tu wrócić, zajrzeć do baru, usiąść przy stole z Jackiem, Mel, Proboszczem, i innymi. Autorka kolejny raz zaserwowała nam niezwykłą lekcje przyjaźni, lojalności i zaufania. Pokazała, że cokolwiek w życiu się dzieje, czy to dobre rzeczy, czy złe, to warto się z nimi dzielić z przyjaciółmi, warto wierzyć też, że  nic nie dzieje się bez przyczyny i po burzy zawsze wychodzi słońce.

Autorka pokazuje nam też, jak bardzo po stracie bliskiej osoby, potrzebujemy wsparcia, ale też w końcu i bliskości. Bo przecież nikt nie chce do końca życia pozostać sam, tylko pytanie, jak długo trzeba czekać, jak długo trzeba kazać swoim uczuciom milczeć. Boimy się nie tylko pokochać znów, ale przede wszystkim nie wiemy czy to wypada, czy nie za wcześnie, czy zmarły małżonek nie miałby nic przeciwko. A w końcu przecież nie warto oglądać się na to co ludzie powiedzą, trzeba korzystać z życia, bo jest ono zdecydowanie za krótkie !

„Ulotne chwile szczęścia” to książka o miłości, przyjaźni, o wsparciu i potrzebie bliskości. To książka, która pokazuje, jak ważne jest by cieszyć się każdą chwilą, by czerpać z życia jak najwięcej, bo nigdy nie wiemy, kiedy przyjdzie nam się z nim pożegnać. Robyn Carr po raz drugi daje nam nadzieję, na lepsze jutro, daje nowe życie.

Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Harlequin/Mira, za co serdecznie dziękuję !!!

piątek, 20 kwietnia 2012

Stosiczek kwietniowy :)

Tym razem bardzo skromnie, zamiast trzech jest jeden ale za to jaki. Ostatnio sobie obiecałam, że muszę przystopować z zakupami, bo pójdę chyba z torbami i troszkę to poskutkowało bo kupiłam tylko trzy książki. Zobaczymy jak mi pójdzie dalej, nie rezygnuje całkowicie z zakupów, ale chce uzupełnić porozpoczynane serie, no i nadrobić książki, które czekają w kolejce, bo jest ich ponad 60. Ale żeby nie zanudzać, nowe nabytki na dzień dzisiejszy prezentują się tak : 

  1.  Złota księga bajek - i jest to naprawdę wielka księga, na szczęście bardzo lekka. W Matrasie była w promocji za 25 zł (przecena z 50 chyba) więc się naprawdę opłacało, a będzie na prezent jak znalazł.
  2.  Martynka w domu - już podarowana siostrzenicy, która jest ostatnio zachwycona tą serią :)
  3.  Zło obudzi się wiosną - Mons Kallentoft - dość długo czekałam na tę książkę i w końcu się doczekałam, uwielbiam tego autora !!!


To stosiczek zdobyczny:
  1. "Ulotne chwile szczęścia" Robyn Carr - od p. Moniki z Wydawnictwa Harlequin/Mira
  2. "Kłopotliwy dług księżnej" Nicola  Cornick - jw.
  3. "Szósty" Agnieszka Lingas-Łoniewska - wygrana w konkursie w ZWB :)) oj skakałam z radości !!!
  4. "Torebki i trucizna" Dorothy Howell - jw.


A tak oto prezentuje się mój Mons Kallentoft :) Oj cieszy mnie ten widok :D

środa, 18 kwietnia 2012

Martynka w domu - Delahaye Gilbert



Wydawnictwo: Publicat
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 162
Źródło: Biblioteczka siostrzenicy


Po tym jak spodobała nam się (bo nie ukrywam że mi też) książka "Martynka najlepsze przygody", długo nie czekałam i postanowiłam kupić kolejną część przygód tej dzielnej i pełnej pomysłów dziewczynki. Tym razem padło na "Martynkę w domu", która również składa się z ośmiu opowiadań, i tak samo jak wcześniej, niektóre z nich, tak się spodobały, że czytane są na okrągło.  

 Jak zwykle pierwsza historia najlepsza, czyli Martyna robi wielkie porządki. Ale i cztery pory roku robią wrażenie - 12 miesięcy i każdy ma swój wierszyk. Martyna ma też młodszego braciszka, którym musi się zająć i pobawić się z nim, musi tez nauczyć Pufka, że nie wolno szczekać, gdy młodszy braciszek ucina sobie drzemkę. A jak rodzina się powiększyła, to czas też na przeprowadzkę, która choć wiąże się z utratą starych znajomych, to jednak daje możliwość poznania nowych :)



Tym razem udało mi się wstawić parę zdjęć, i kolejny raz powiem, że książka ta jest przepiękna. Twarda oprawa, kartki z dobrego papieru (nie tak łatwo ją zniszczyć) a do tego ilustracje - no są po prostu przepiękne !!!

Mam tylko nadzieję, że uda nam się szybko zebrać całą kolekcję Martynkową :)