1. Plaża muszli - Hermanson Marie - przecena w Matrasie (kiedyś dość często opisywana na blogach i tak mi jakoś utkwiła w pamięci :))
2. Historia Edgara - Dawid Wroblewski - (bo ostatnio mam dużą ochote na thrillery a w tym podobno tez dużo jest o psach, więc się skusiłam)
3. Złamane serca - Pamela Wells - od pani Justyny z wortalu literackiego Granice.pl
czwartek, 31 marca 2011
niedziela, 27 marca 2011
Obsesja – Erica Spindler
Wydawnictwo: Harleqiun/Mira
Rok wydania: 2006
Liczba stron: 428
Źródło: Biblioteczka własna
Tego się na pewno nie spodziewałam po tej książce, zaczęłam ją sobie spokojnie czytać, jak tylko przyszłam do domu po popołudniówce, ot tak parę stron przed snem a skończyłam o 4 nad ranem. Wciągnęła mnie niesamowicie i wywołała u mnie wiele emocji. Początkowo, nie bardzo wiedziałam, czego się spodziewać po tej książce, ale się cieszę bo mnie zaskoczyła i to bardzo.
Obsesja to dość poważny rodzaj zaburzeń lękowych, może się już pojawiać we wczesnym dzieciństwie, albo po jakiś nieprzyjemnych wydarzeniach. W tej książce co najmniej trzy osoby mają obsesję a każda z nich na innym punkcie i w różnych stopniach.
Madeline Monarch myślała, że nic lepszego w życiu jej się przydarzyć nie może, ślub z jednym z najbogatszych i wpływowych ludzi, z przyszłym właściciel firmy jubilerskiej Monarch Design and Retail, to było dla niej coś. Chciała w końcu stworzyć pełną rodzinę, mieć dzieci i być po prostu szczęśliwa. Jednak życie to nie jest bajka, ukochany okazał się nie być tym człowiekiem za jakiego go uważała, a jego rodzina też przy bliższym poznaniu, nie była do końca normalna. A wszystko się jeszcze bardziej pogorszyło, gdy urodziła córeczkę, prześliczną, małą Grace Elizabeth Monarch, która stała się prawdziwym cudem dla całego klanu Monarchów. Bo w tej rodzinie, liczyły się tylko dziewczynki, to one bowiem były przyszłością rodziny jako te, które posiadają dar.
Najgorszy z całej tej rodziny był Griffen, pierworodny jej męża, który na krok nie odstępował małej Grace, i który obsesyjnie powtarzał, że się z nią ożeni. I gdy pewnego dnia Madeline, znalazła swoją trzyletnią córeczkę a na niej leżącego Griffena, nie wahała się już ani sekundy dłużej, wiedziała, że musi uciekać, by uratować życie małej Grace.
Po latach włóczęgi, ciągłego przenoszenia się z miejsca na miejsce, nadal nie były bezpieczne. Detektyw wynajęty przez rodzinę Monarchów, wpadł na ich trop. Na dodatek mała Skye (po ucieczce teraz tak nazywała się Grace), zaczyna się co raz bardziej interesować swoją przeszłością. Lecz los niespodziewanie rozdziela ją z matką.
Jestem przerażona i zachwycona jednocześnie. Zachwycona talentem Erici Spindler, która stworzyła niesamowicie wciągającą i prawdziwą powieść. Potrafiła tak opisać ból matki, że go wręcz czułam. Czułam złość, zagubienie i bezsilność małej Skye. Autorka potrafi wzbudzać silne emocje i nie tylko te dobre. Widziałam zło czające się w oczach małego chłopca, a później dojrzałego mężczyzny.
A przerażona jestem tym, że to wszystko mogło wydarzyć się naprawdę. Obsesją brata na punkcie siostry, rodziną, która widziała co się dzieje, ale przymykała oko, dla dobra firmy. Jak bardzo trzeba być chorym, by patrzeć na kazirodczą miłość brata do siostry i nic z tym nie robić ? Jak można przedkładać dobro firmy nad własną córkę czy wnuczkę ?
Wierzycie w przeznaczenie ? Ja chyba tak. A jeśli jesteście ciekawi czy Skye uda się zmienić własny los, czy ucieknie własnemu przeznaczeniu, koniecznie musicie przeczytać tę książkę. Ale przygotujcie się na naprawdę wstrząsającą i makabryczną historię !!!
Polecam !!!
Ocena 6/6
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Harlequin/Mira, za co serdecznie dziękuję !!!
Wiosna !!!
W końcu zawitała do mojego ogródka !!! Niestety trzeba będzie się w końcu wziąć za porządki, ale i tak się ciesze. Słoneczko pięknie świeci i od razu lepiej się człowiekowi robi :)
A tu mój kochany Bąbelek i jego nieodłączna sflaczała piłka. Jakby mógł to by całe dnie gonił piłki :)
sobota, 26 marca 2011
Kolekcjoner - Alex Kava
Wydawnictwo: Harlequin/Mira
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 299
Źródło: Biblioteczka własna
„Kolekcjoner” to moja pierwsza przeczytana książka tej autorki i z całą pewnością nie ostatnia. Alex Kava już od najmłodszych lat interesowała się literaturą, jednak nikt w rodzinie, oprócz brata, nie podzielał jej entuzjazmu, nikt nie wierzył, że uda jej się utrzymać z pisania książek. A jednak sama Alex dowiodła, że ma talent. Jej powieści szybko znalazły uznanie, wiele z nich znalazło się na liście bestsellerów, gdyż pomimo, że są fikcją literacką, to podbudowane rzetelną wiedzą psychologiczną i znajomością procedur policyjnych, są bardzo wiarygodne.
Kolekcjonować można wiele rzeczy, zakładki do książek, znaczki, monety, kamienie, pocztówki. A jednak nikt nie morduje drugiej osoby dla znaczka czy zakładki. Dlatego jak bardzo trzeba być chorym, by zabijać dla części ludzkiego ciała. Bo nawet jeśli jest to robione dla zysku, to kto normalny, z zimną krwią jest w stanie nie tylko zamordować, ale i odcinać ręce, nogi, czy torsy ludzkie ?.
Elizabeth Bailey jest doświadczonym ratownikiem a wręcz już weteranem Straży Wybrzeża, uratowała wiele osób, między innymi po huraganie Katrina, gdzie nie raz ryzykowała własnym życiem, by ocalić jak najwięcej istnień ludzkich. Tym razem w raz załogą lecą do przewróconej do góry dnem łódki, nad Zatoką Meksykańską. Jednak okazuje się, że zamiast łódki, w wodzie znajduje się dziwny pojemnik, po wyłowieniu którego, załoga dokonuje makabrycznego odkrycia.
Maggie O’Dell, agentka specjalna, wiele widziała w swojej karierze, nie raz ścigała już psychopatycznych morderców, jednak nie była przygotowana na to, z czym miała się tym razem zmierzyć. Ściągnięta na Plażę Pensacola, musi jak najszybciej znaleźć mordercę, jednak nikt jej za bardzo nie ułatwia tej sprawy, gdyż wszyscy zajęci są czymś innym. Cała policja, Straż Wybrzeża oraz miejscowa ludność, przygotowują się do nadejścia Isaaca, huraganu, który wedle prognoz, może spustoszyć całą Florydę. Maggie O’Dell zaczyna naprawdę trudne śledztwo.
„Kolekcjoner” to naprawdę dobra książka. Akcja toczy się bardzo szybko i jakby dwu, a nawet trzy torowo. Z jednaj strony próbujemy znaleźć psychopatycznego mordercę a z drugiej przygotować się na nadciągający huragan. Poznajemy różnych ludzi, tych odpowiedzialnych i tych, którzy do samego końca siedzą na plaży, nie zdając sobie z sprawy, z tego co za chwilę ma nastąpić. Alex Kava świetnie wykreowała postacie w książce, nie tylko głównych bohaterów, ale całe społeczeństwo. Autorka porusza wiele dylematów moralnych. W pewnym momencie, Agentka zastawiała się dlaczego ludzie bardziej przejmowali się nadciągającym huraganem niż psychopatycznym mordercą. Ona nigdy nie przeżyła huraganu i dla niej co innego było priorytetem. Dostała krótką i brutalną odpowiedź – morderca zabije kilku, kilkunastu ludzi, a huragan jednego dnia od 300 do ... ? Ale poruszony tu zostaje jeszcze inny dylemat, dotyczący nadużyć w handlu, a jakiego to już nie zdradzę.
Jak już pisałam na początku, na pewno pokuszę się o inne pozycje tej autorki. I polecam tym którzy jeszcze nie znają twórczości pani Alex Kavy, bo fajnie i ciekawie pisze. A i wspomnieć jeszcze muszę o okładce, bo ja bardzo zwracam na nie uwagę, a ta jest niezła.
Ocena 5,5/6
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Harleqiun/Mira, za co serdecznie dziękuję !
środa, 23 marca 2011
Zapach żółtych róż - Sherryl Woods
Wydawnictwo: Harlequin
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 332
Źródło: Biblioteczka własna
Kiedy Mick O’Brien zaprojektował i zbudował nadmorskie miasteczko Chesapeake Shores, myślał, że tworzy raj na ziemi. Jednak dla niektórych członków jego rodziny to malownicze miejsce okazało się przedsionkiem piekła. Uciekło stąd aż troje dorosłych dzieci Micka. Teraz Abby, Bree i Kevin wracają po latach do domu, by uporać się z przeszłością i odbudować rodzinne więzi…
Tym razem poznajemy bliżej Bree, młodszą siostrę Abby, która po przyjeździe na otwarcie pensjonatu Jess, jakoś nie bardzo spieszy się z powrotem do Chicago. Bree w młodości marzyła o karierze literackiej, już jako dziecko ciągle zamykała się w sobie i wiecznie coś pisała. I podobnie jak Abby, gdy tylko nadarzyła się okazja to uciekła z rodzinnego miasteczka, by zacząć karierę na deskach teatru. Szybko związała swoje życie ze znanym dramaturgiem Martinem Demmingiem. Jednak nie wszystko poszło tak jak by chciała, i teraz znalazła się na zakręcie. Życie w wielkim mieście już tak bardzo jej nie pociąga jak kiedyś, postanawia więc otworzyć kwiaciarnię w Chesapeake Shores. Od dziecka razem z babcią zajmowała się rodzinnym ogródkiem i to babcia nauczyła ją wszystkiego o kwiatach. Jednak zmiany w życiu nie są takie proste i nie wszyscy ułatwiają życie Bree.
Mick O’Brien też dużo zmienia w swoim życiu, udaje mu się nawiązać coraz lepsze stosunki z córkami i z byłą żoną. Zaczyna rozumieć ile w życiu stracił i skutecznie stara się to teraz naprawić. Ale przede wszystkim szykuję ogromną niespodziankę dla całej rodziny, a jaką to już nie zdradzę.
Autora jak sama pisze we wstępie, nie lubi przebywać w miejscach, gdzie w zasięgu wzroku nie ma żadnego zbiornika wodnego, a na akcje swoich książek upodobała sobie małe miasteczka. To jest dla mnie cudowne, takie wręcz trochę jak z bajki. I z ogromną przyjemnością wróciłam do pensjonatu Jess, do baru Sally, na znane mi już uliczki Chesapeake Shores. Wróciłam do rodziny O’Brienów, którzy kiedyś bardzo się pogubili, ale są na jak najlepszej drodze, by znów odkryć to co w życiu jest najważniejsze, by odkryć samych siebie. Bardzo się ucieszyłam, że kolejny raz mogę spędzić trochę czasu z niespokojną Jess, z kochaną babcią Nell, ale też, że poznałam nowych mieszkańców tej nadmorskiej miejscowości.
Czasem tak jest że drugi tom, kontynuacja książki, nie jest już tak dobra, autorce kończą się pomysły i pisze na siłę. Ale z całą pewnością nie w tym przypadku. „Zapach żółtych róż” jest równie dobry a nawet trochę lepszy niż „Smak marzeń”. Polecam wszystkim miłośnikom małych miasteczek i historii rodzinnych. No i oczywiście miłośnikom Sherryl Woods.
W powietrzu czuć już zapach wiosny a na stronach książki czuć „zapach żółtych róż”!.
Ja czekam z niecierpliwością na ostatnie już spotkanie z rodziną O’Brienów, kończące cykl „Kronik portowych” – „Światła portu”.
Ocena5/6
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Harlequin, za co serdecznie dziękuję !
Etykiety:
Harlequin/Mira,
literatura współczesna zagraniczna,
powieść
Subskrybuj:
Posty (Atom)


