Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Znak emotikon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Znak emotikon. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 maja 2015

Treasure Hunters. Łowcy skarbów – James Patterson, Chris Grabenstein


Wydawnictwo: Znak emotikon
Rok wydania: 14 maja 2015
Liczba stron: 450
Źródło: Biblioteczka własna

Recenzja przedpremierowa!


„Przygoda, przygoda, w każdej chwili ...” - któż z nas będąc dzieckiem nie marzył o wielkich przygodach, podróżach. Chłopcy uwielbiają się bawić w piratów, w poszukiwania zaginionych skarbów. A skąd brać najlepsze pomysły na zabawy, oczywiście z książek, a ta potrafi naprawdę pobudzić wyobraźnię.

Bick, Beck, Burza i Tommy to nie są zwykłe dzieciaki, od dziecka mieszkają oni na statku, i razem z rodzicami biorą udział w poszukiwaniu skarbów. Niestety wydarzyło się coś strasznego, ich mama zaginęła na Cyprze, a tata wypadł podczas sztormu za burtę. Od tej pory sami muszą sobie radzić. Pierwszym ich celem jest odnalezienie rodziców, jednak na początek trzeba naprawić statek, a żeby to zrobić, trzeba zdobyć pieniądze. Tym sposobem czwórka rodzeństwa postanawia dokończyć misję, którą rozpoczął ich ojciec. Jednak jak samemu poradzić sobie kiedy wszystko zaczyna się co raz bardziej komplikować, a do tego piraci nie dają im spokoju? No i komu można zaufać, kto jest przyjacielem a kto wrogiem?

Nie sądziłam, że książka będzie tak wciągająca! To jedna wielka Przygoda. Morze, statek i wielkie poszukiwania. A w tym wszystkim niesamowite rodzeństwo. Bick i Beck to bliźnięta, oczywiście to nie ich prawdziwe imiona, tych właściwych używają tylko podczas „burd bliźniaków”, a tych kłótni jest całkiem sporo i tak szybko jak się zaczynają, tak szybko się kończą. Burza to prawdziwy geniusz, pamięta wszystko co zobaczyła, przeczytała czy usłyszała, to prawdziwa chodząca encyklopedia. No i Tommy, najstarszy z rodzeństwa, siedemnastoletni przystojniak, który co chwilę przez dziewczyny wpada w kłopoty. Ale co zrobić, gdy jest się przystojniakiem.

Rodzeństwo choć tak różne, to jest bardzo zgodne i wszystkie decyzje podejmuje wspólnie. Dzięki temu łatwiej jest walczyć o swoje, ale i przeżywać przygody i walczyć z piratami. Całą przygodę opisuje nam Bick, za to Beck wykonuje rewelacyjne ilustracje. I to są dwa duże plusy, za duże poczucie humoru, szybką akcję, i dużo śmiesznych dialogów, bez zbędnych przydługawych opisów. A drugi plus za rysunki – każdy z dodatkowymi śmiesznymi opisami, tak że każdy dokładnie trzeba przestudiować, zanim wróci się do czytania. No rewelacja po prostu! A bohaterowie to trzeci plus, są nie do podrobienia.

„Treasure Hunters. Łowcy skarbów” to świetna książka dla dzieci tych młodszych jak i starszych, bez zbędnych brutalności, za to z walką z piratami i poszukiwaniami. To wielka przygoda, która dostarcza masy wrażeń!!!

Zapraszam do obejrzenia książki i tego co w niej znajdziecie TUTAJ

Wyzwanie: 14/52


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak emotikon, za co serdecznie dziękuję !!!


środa, 29 kwietnia 2015

Tobi. Życie w zawieszeniu - Timothee De Fombelle


Wydawnictwo: Znak emotikon
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 366
Źródło: Biblioteczka własna
Tom I


Całe nasze życie kreci się wokół Ziemi, to nasza planeta i nasz świat, który znamy i w którym żyjemy. Obok nas żyje też milion innych gatunków, a co jeśli dla nich choć żyją na Ziemi, to światem jest zupełnie coś innego.

Tobi to mały dwunastoletni chłopiec. Jego całym światem jest drzewo i nic w tym dziwnego, gdy ma się tylko półtora milimetra wzrostu. To właśnie tam, wśród gałęzi żyje wraz z rodzicami. Ojciec Tobiego, pan Sim Lolnes jest bardzo znanym i cenionym naukowcem, natomiast mama, pani Maja Lolnes to piękna kobieta, która pochodzi z górnych gałęzi. Ich życie było całkiem normalne i spokoje do czasu pewnego odkrycia, to ono zmienia ich życie.

Po przeprowadzce na dolne gałęzie, ich życie chociaż ciężkie, to na jakiś czas się uspokoiło. Jednak kiedy władzę na drzewie przejął Jo Mitch, życie Tobiego i jego rodziny staje się zagrożone. Chłopiec musi uciekać i za wszelką cenę uratować rodziców, którym grozi duże niebezpieczeństwo.

Jestem zaskoczona, pozytywnie zaskoczona. Spodziewałam się ciekawej historii, jak tylko zobaczyłam okładkę i opis, wiedziałam, że będzie to ciekawa książka, ale nie wiedziałam, że aż tak mnie wciągnie. „Tobi. Życie w zawieszeniu” to nie tylko przygoda, ale przede wszystkim niesamowicie mądra książka. To historia o wielkich wartościach, o rodzinie i niepoddawaniu się przeciwnościom, o wielkiej przyjaźni, naprawianiu błędów, dbaniu o świat w którym się żyje, oraz o walce ze słabościami.

Tobi to mały chłopiec, ale o wielkim sercu i sile ducha. Z dnia na dzień jego świat się wali, a on zmuszony jest nie tylko uciekać ale i walczyć o przeżycie ale też o rodzinę. Walczy też o świat, w którym żyje, a przy tym poznaje co to przyjaźń, lojalność. I chociaż nie raz zawiedzie się na ludziach, to cały czas wierzy.

Wciągnęła mnie ta historia. Polubiłam Tobiego i do końca trzymałam za niego kciuki, żeby się udało. Przeżywałam jego upadki ale i wzloty. Pozostali bohaterowie również zostali bardzo dobrze nakreśleni, tak że czuć było ich emocje.

Autor stworzył niesamowity świat, bardzo nam zbliżony, my żyjemy na Ziemi, a Tobi na Drzewie, które jest jego światem. I tu i tam panuje pewna hierarchia, a ludzie rządzący dla władzy i pieniędzy są zrobić bardzo dużo. Ale są też tacy, dla których ważniejsze jest dobro ludzi i ich otoczenia.

„Tobi. Życie w zawieszeniu” polecam starszym dzieciom, ale też i ich rodzicom. To wspaniała przygoda, która nie tylko wciąga ale też i uczy, wzrusza. Książka potrafi oczarować!!!


Wyzwanie 12/52

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak emotikon, za co serdecznie dziękuję !!!

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Paddington - Michael Bond


Wydawnictwo: Znak emotikon
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 448
Źródło: Biblioteczka własna


Bajki są dobre na wszystko, szczególnie te czytane rodzinne. Uczą, bawią, rozwijają wyobraźnię, ale przede wszystkim umilają wspólnie spędzane chwile.

Państwo Brown czekając na córkę na dworcu, nagle zauważają małego niedźwiadka. Siedzi on sobie grzecznie, a u jego szyi wisi karteczka „Proszę zaopiekować się tym niedźwiadkiem”. Mały miś w dziwnym czerwonym kapeluszu i małą walizką, przybył do Londynu z mrocznych zakątków Peru, przebył on bardzo daleką drogę, dlatego państwo Brown postanawiają się nim zaopiekować i zabierają go do domu. Bardzo szybko zyskuje on sobie sympatię wszystkich domowników i staje się nowym członkiem rodziny.

Ponieważ jego imię jest bardzo trudne, rodzina nadaje mu imię Paddington, od stacji na której go znaleźli. Miś jest dość niezwykły, tak samo jak jego imię. Grzeczny, dobrze wychowany, ale też niesamowicie ciekawy otaczającego go świata, przez co nie raz wpada w kłopoty. Na szczęście zawsze spada na cztery łapy.

„Paddington” Michaela Bonda to niezwykła bajka o przesympatycznym, zabawnym, nieco niezdarnym, ale za to uroczym misiu, który przebył daleką podróż by pojawić się w domu państwa Brown. Jego pojawienie się ma wpływ na całą rodzinę, zwłaszcza że Paddington uwielbia kłopoty i ciągle w nie wpada. Ma on bardzo dobre serce, jest szarmancki, jednak to wcale nie chroni przed wpadkami.

Jestem zauroczona Misiem Paddingtonem, i jego przygodami. Książka wciąga, ciekawi ale przede wszystkim wywołuje uśmiech na twarzy. Pięknie wydana, ilustrowana, zapewnia rozrywkę na wiele wieczorów. Dlatego polecam przygody Misia Paddingtona, to świetna rozrywka dla całej rodziny :)



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak emotikon, za co serdecznie dziękuję !!!

środa, 17 grudnia 2014

Jego wysokość Longin – Marcin Prokop


Wydawnictwo: Znak emotikon
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 160
Źródło: Biblioteczka własna


Lubicie wracać wspomnieniami do swojego dzieciństwa? Ja tak. Urodziłam się na początku lat osiemdziesiątych i były to na swój sposób piękne lata, tak jak moje dzieciństwo. W sklepach nie było za dużo, nikt się przez to nie wyróżniał, i każdy cieszył się z tego co ma. Do tego całe dnie spędzane z kolegami na podwórku, wspólne zabawy. To były zupełnie inne niż obecnie czasy i wydaje mi się, że łatwiejsze w dorastaniu.

Marcin Prokop postanowił spisać swoje wspomnienia z dzieciństwa, powrócić do niezapomnianych czasów życia i dorastania w PRL-u. Swoją książkę dedykuje on córce Zosi, dla której te czasy są historią, a której pragnie przybliżyć i pokazać, jak wyglądało jego dzieciństwo. I chociaż książka kierowana jest do młodszego czytelnika, to jest ona również idealna dla pokolenia lat siedemdziesiątych XX wieku.

Longin - to ksywka, jak łatwo się domyślić, związana z tym, iż Marcin już od małego górował wzrostem nad rówieśnikami. Na szczęście nie był to powód do kompleksów, nie bardziej niż fakt, iż mama Marcina pragnęła córeczki i dlatego mówiła na niego Martuś. Tak więc Login, Martuś, aniołeczek. Był też Albert niewidzialny przyjaciel Longina oraz jego młodszy brat, zwany Bracholem, który strasznie działał mu na nerwy.

A jak wyglądała codzienność Longina? To gra w kapsle, zakazane jeżdżenie windą, jazda na łyżwach oraz wakacje u dziadków na wsi. Longin nie wie co to internet, bo za jego czasów go nie ma, a szczytem marzeń jest Atari. Ale to nie jest ważne, bo wystarczy odrobina wyobraźni i nic nie stoi na przeszkodzie by dobrze się bawić, szczególnie resorakami! A wyobraźnia plus najlepsi kumple równa się oczywiście z kłopotami, szczególnie, gdy chce się wysadzić szkołę albo wybiera się na przejażdżkę samochodem ojcem, cale dwa metry do przodu, potem do tyłu a potem to już zostaje tylko załatanie dziury plasteliną.

„Jego wysokość Longin” Marcina Prokopa to książka ukazująca nam życie w PRL-u. Napisana jest lekkim językiem, z dużym poczuciem humoru. Czyta się ją z wielką przyjemnością, ale i wielkim uśmiechem na twarzy. Do tego ilustracje, nieco karykaturalne, świetnie oddają jej klimat. To naprawdę dobra lektura, dla starszych by powspominać ale i dla młodszych, by pokazać im trochę inną rzeczywistość.

Polecam Wam!


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak emotikon, za co serdecznie dziękuję !!!


środa, 18 grudnia 2013

Dom tajemnic – Chris Columbus, Ned Vizzini

http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,3990,Dom-Tajemnic


Wydawnictwo: Znak emotikon
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 512
Źródło: Biblioteczka własna


Każdy z nas ma swoją historię, każdy ród skrywa tajemnice a im więcej pokoleń tym ciekawiej. Ale nie tylko rodziny mają swoje sekrety, bo wszystko z reguły odbywa się w domach, które również potrafią być pełne tajemnic i zagadek.

Eleanor, Kordelia i Brendan to rodzeństwo jak każde inne, na co dzień sprzeczają się o wszystko i wszędzie, ale kiedy trzeba to potrafią połączyć siły i wspólnie troszczyć się o siebie. I kompletnie nie zdają sobie sprawy, że już niebawem przyjdzie im stanąć ramię w ramię. Ich rodzice, po pewnym niefortunnym zdarzeniu muszą się wyprowadzić i zacząć wszystko od nowa. Agentka nieruchomości ma dla nich jednak wspaniałą ofertę, pewien uroczy, rustykalny, dom. Rodzina Walkerów nie tego się spodziewała, bo zamiast ujrzeć jakąś ruinę, przeżartą kornikami, ich oczom ukazuje się wspaniała rezydencja, w pięknej dzielnicy i do tego cena jest niebywale niska. Aż trudno w to wszystko uwierzyć!

Rodzina długo się nie namyśla i szybko kupuje ten jakże wspaniały dom, dom znanego pisarza Denvera Kristoffa. I od tej pory już nic nie będzie takie same, Wichrowa Wiedźma postanowiła zemścić się na rodzinie Walkerów i przenosi ich wraz z domem do innego świata, do świata w którym rodzeństwo musi odnaleźć tajemniczą księgę, do świata pełnego piratów, olbrzymów, i innych dziwnych stworzeń.

Czy rodzeństwu uda się powrócić do rzeczywistości i pokonać Wichrową Wiedźmę, czy uda im się odkryć rodzinną tajemnicę oraz tajemnicę skrywaną w tym uroczym i niezwykłym domu?

Jak wiele osób, również i ja uwielbiam stare domy i ich tajemnice, dlatego gdy po raz pierwszy usłyszałam o tej książce byłam jej niezwykle ciekawa. „Dom tajemnic” napisany został przez Chrisa Columbusa, znanego reżysera i scenarzystę oraz Neda Vizzini, autora książek dla młodzieży, co dało całkiem niezły efekt. Widać tu wspaniałe sceny, które idealnie nadawały by się na duży ekran, jak i fabułę pełną przygód i magii.

„Dom tajemnic” to wspaniała książka przygodowa, która ani na chwilę nie pozwoli się nudzić. Czasami aż brak oddechu, brak wytchnienia, w tej ciągłej walce z dzikimi zwierzętami, piratami, Królem Burz, czy Wichrową Wiedźmą. Tu pewne jest tylko jedno, że nie ma nic pewnego. Autorzy co rusz wprowadzają nowe elementy, które do siebie nie pasują a z drugiej strony dzięki temu mamy coś nowego, nieprzewidywalnego i ciekawego. Do tego bohaterowie, chodź to jeszcze młode umysły, to wiedzą że w jedności jest siła. I tak razem są w stanie dokonać cudów.

Podobała mi się ta książka, a przede wszystkim dom, niesamowity dom, pełen niespodzianek. Autorzy stworzyli naprawdę świetną przygodę, pełną magii i walki dobra ze złem. Książkę czyta się błyskawicznie, wręcz pochłania się ją, a każda kolejna strona przynosi nową przygodę.

Jednak na uznanie zasługuje też oprawa graficzna, twarda okładka, ilustracja wspaniale oddająca treść książki, do tego zdobniki przy numeracji stron, no i ilustracje pojawiające się co jakiś czas.

Polecam wszystkim głodnym przygód czytelnikom, zarówno młodzieży, starszym dzieciom, jak i rodzicom. A ja sama czekam na kolejne przygody rodzeństwa Walkerów!


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak emotikon, za co serdecznie dziękuję !!!
http://www.znak.com.pl/


Książka bierze udział w wyzwaniu: Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: 3,5 cm (134,1cm)

niedziela, 10 listopada 2013

Dom Tajemnic - Chris Columbus, Ned Vizzini

Uwielbiam Harry'ego Pottera, dlatego jestem niezwykle ciekawa światowego bestsellera polecanego przez J. K. Rowling, którego polskim ambasadorem został Piotr Fronczewski!

Premiera książki nastąpiła 7 listopada 2013 roku.

"DOM TAJEMNIC"
Wydawnictwo Znak

Niewyjaśniona tajemnica sprzed lat doprowadza do niebezpiecznego starcia dobra ze złem. Dom pełen mrocznych sekretów staje się miejscem walki trójki rodzeństwa o życie swoich najbliższych. Jak potoczą się losy Eleanor, Kordelii i Brendana? Czy przeniesieni przez Wichrową Wiedźmę do groźnego świata zjednoczą swoje siły i pokonają Króla Burz? Czy ocalą swoich bliskich? 



Zapowiada się niezwykle interesująco. A jak Wy myślicie?

środa, 7 marca 2012

Pan Potwór – Dan Wells




Wydawnictwo: Znak emotikon
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 288
Źródło: Biblioteczka własna


Tydzień temu przeczytałam pierwszą część „Nie jestem seryjnym mordercą” i jak tylko skończyłam, musiałam zabrać się za kolejną. Nie mogłam przestać myśleć o Johnie i demonie z którym się zmierzył. Byłam też niezmiernie ciekawa, jak poradzi sobie on z Panem Potworem, który nasycił się w końcu krwią. A kim jest ten „Pan Potwór”? Jest on „jak rekin, który poczuł krew. Niczym tygrys, który zwietrzył świeże mięso”. A John? – „A ja byłem zabójcą, który wyczuł ofiarę ... Byłem zabójcą innych zabójców ...

Sytuacja już od początku nie przedstawia się najlepiej. John nie może zapomnieć o demonie, o tym co się stało. Na dodatek nie ma z kim o tym wszystkim porozmawiać, jego terapeuta nie żyje, a matka codziennie nie tylko stoi mu nad głową, ale też przypomina nie o tym, o czym powinna. Czuje on, że jeszcze chwila i wybuchnie, że musi złamać choć jedną ze swoich zasad, zanim Pan Potwór przejmie kontrolę. Tylko, którą z nich wybrać, by wyrządzić jak najmniej szkód?

Do tego Brooke, codziennie z nim jeździ i rozmawia, a to przecież wbrew regułom. Mama się uparła, by woził ją do szkoły, ale chyba na samym wożeniu się nie skończy. Może John, choć socjopata, jako jedyny z rodziny nawiąże zdrowe relacje nie tylko społeczne. Tylko dlaczego każda jego randka, kończy się morderstwem, wszędzie gdzie się nie ruszy, znajduje on martwą kobietę. Wszystkie są strasznie okaleczone, zmaltretowane, i jakby czekały wprost na Johna, jakby nowy morderca, koniecznie chciał mu przekazać jakąś wiadomość.

Byłam strasznie ciekawa tej książki, po pierwszej części miałam lekki niedosyt, chciałam więcej i więcej i dostałam więcej w kolejnej części. Często zdarza się, że po pierwszej części, autor zaczyna przeciągać fabułę, rozwlekać wszystko w czasie, jakby nie miał pomysłu co dalej. Na szczęście nie w tym przypadku!!! „Pan Potwór” jest jeszcze lepszy od poprzedniej książki.

Dan Wells stworzył bohatera, trochę chorego, innego od wszystkich,  ale takiego którego nie  spotkamy w innych książkach, to nie kolejny krwiopijca, zakochany wampir, tylko prawdziwy socjopata. John Wayne Cleaver dla jednych jest bohaterem, dla innych „popychadłem”, ale tylko on wie jak to jest być pozbawionym sumienia czy poczucia winy. I tylko on wie, jak trudno udawać, że jest się normalnym, bo przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie ekscytuje się śmiercią, bólem, rozkładem.

„Pan Potwór”  zdecydowanie przyspiesza, nabiera tempa. I tak jak w poprzedniej, tak i w tej części zdecydowanie nie brakuje drastycznych scen, wręcz przerażających. Chociaż nadal najbardziej przeraża mnie to, co siedzi w głowie Johna !

Polecam tą serię nie tylko młodzieży, jest naprawdę świetna !!! Ja już nie mogę się doczekać trzeciej części :)

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak emotikon, za co serdecznie dziękuję !!!

środa, 29 lutego 2012

Nie jestem seryjnym mordercą – Dan Wells




Wydawnictwo: Znak emotikon
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 252
Źródło: Biblioteczka własna


„Dla fanów Dextera” - i jak tu nie sięgnąć po tę książkę, Dextera widziałam wszystkie odcinki, wszystkich serii, i ciągle miałam mało. Teraz przyszedł czas na Johna Clevera, który nie jest seryjnym mordercą, ale mógłby nim być. Żółty pasek na okładce, tylko pobudził moją ciekawość – w końcu nie często spotyka się ostrzeżenia o drastycznych scenach, na okładkach książek dla młodzieży.

John Clever nie jest normalnym chłopcem, i nie ma on nic wspólnego z rówieśnikami. Od kiedy tylko pamięta, z każdej strony otaczała go śmierć, a właściwie martwe ciała. Mając już 6 lat matka zabierała go do kaplicy, gdzie zbierał i sprzątał programy, opróżniał popielniczki, ale udział w balsamowaniu ciał przypadł mu dopiero gdy ukończył  lat 12. Chociaż, który nastolatek, chciałby dobrowolnie spędzać czas w kostnicy? I która matka zabierałaby w takie miejsce swoje małe dziecko?

Teraz John ma 15 lat i antyspołeczne zaburzenia osobowości. Co środę rozmawia ze swoim terapeutą o problemach jakie go dręczą, o jego zbyt dużym zainteresowaniu seryjnymi mordercami, o obsesji na punkcie zabijania, czasem też o „potworze”, który śpi w jego ciele. I może wszystko toczyło by się spokojnie dalej, gdyby nie nagła, wstrząsająca seria, tajemniczych morderstw.

Tak zaczyna się kolejna obsesja Johna, który za wszelką cenę musi dowiedzieć się, kto za tym wszystkim stoi, i dlaczego ofiarą brakują różne części ciała. Niestety szybko okazuje się, że problemem nie jest to, kim jest seryjny morderca, tylko co zrobić, by nie zabił on kolejnej osoby. John wie, że tylko on może coś na to poradzić, chociaż grozi to wypuszczeniem „potwora”, a na to, to on już na pewno nie może sobie pozwolić.

Świetna książka, i bohater jakich mało !!! Wiedziałam, że mi się spodoba, od kiedy tylko o niej usłyszałam, ale nie sądziłam, że aż tak. Jestem pod ogromnym wrażeniem, zarówno całości, jak i samego Johna, który jest wprost niezwykły. Widać, że autor wszystko przemyślał i z dużą dbałością o szczegóły stworzył nie tylko głównego bohatera, ale też to wszystko co go otacza. A otacza go coś niezwykłego, coś co wykracza poza ludzkie rozumowanie.

„Nie jestem seryjnym mordercą” to nie tylko świetne stadium rozwoju antyspołecznych zaburzeń rozwoju, to nie tylko świetna analiza psychologiczna młodego chłopaka, to przede wszystkim niesamowita historia, która pokazuje nam prawdziwa walkę z demonami.

Dan Wells stworzył książkę, od której nie mogłam się wprost oderwać, książkę, która pokazuje nam co tak naprawdę siedzi w głowie socjopaty czy psychopaty, a przy tym zafundował nam całkiem sporą dawkę adrenaliny, uwalniając demony, o jakich nawet nam się nie śniło.

Polecam tę książkę wszystkim, bez względu na wiek, a ja zabieram się za „Pana Potwora” :)

Książkę przeczyłam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak emotikon, za co serdecznie dziękuję !!!

sobota, 11 lutego 2012

Pierwszy stosik lutowy :)

Dużo czasu nie minęło od poprzedniego stosika, a już pojawia się kolejny, ale cóż zrobić, nie pozostaje mi nic innego jak tylko się cieszyć :D Szkoda tylko, że w ostatnim czasie dużo mniej czasu miałam na czytanie, niestety w pracy wyjątkowo dużo pracy, do tego to paskudne zimno - i zamiast czytania mam dużo spania heheh
A tak oto prezentują się najnowsze nabytki :

 Od dołu:
  1. "Nie jestem seryjnym mordercą" Dan Wells - od pani Joanny z Wydawnictwa Znak emotikon :)
  2. "Pan potwór" Dan Wells - jw. :)
  3. "Czarne wzgórza" Nora Roberts - najnowszy nabytek z Finty :)
  4. "Odnalezione uczucia" Emilie Richards - od pani Moni z Wydawnictwa Harlequin/Mira, za udział w dyskusji :)
  5. "Oczarowana" Shannon Drake - jw.
  6. "Serce na dłoni" Gina Wilkins - jw.
  7. "Sztuka wyboru" Barbara Delinsky - jw.
  8. "Historia miłości" Nicole Krauss - dzisiejszy zakup w Auchanie :)
  9. "Magiczny ogród" Sarah Addison Alen - jw :)
 Bardzo serdecznie dziękuję pani Joannie i pani Monice za książki !!!

A to już moje najnowsze zakładki, które zrobiłam specjalnie dla Madziulka. Mam nadzieję, że jej się spodobają :)

piątek, 27 stycznia 2012

Koniec gry – Anna Onichimowska

 
Wydawnictwo: Znak emotikon
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 206
Źródło: Biblioteczka własna
Premiera: 26 styczeń


Coming out – wyjście z szafy, z ukrycia, z niedomówień. Ale czy w XXI wieku trzeba się jeszcze ukrywać, przecież w kółko się mówi o wolności sumienia, słowa, o tolerancji.  Polacy są tacy dumni, wszystko wiedzą najlepiej, przeciętny mężczyzna, głowa rodziny, zna się na wszystkim, o wszystkim można z nim porozmawiać. Tylko dlaczego nadal temat homoseksualizmu jest w wielu rodzinach tematem tabu, dlaczego tak wiele osób boi się głośno mówić o swojej orientacji seksualnej?

Jak to jest dowiedzieć się o śmierci brata bliźniaka z gazet? Alek wie, bo już od ośmiu lat nie widział się z rodziną, i wcale nie jest zdziwiony, tym że nikt do niego nie zadzwonił, by powiedzieć o pogrzebie. Pewnie udają, że zapomnieli, ale tak naprawdę to robią wszystko, żeby nie pamiętać. W końcu to żadna duma mieć syna geja, syna, który w Internecie ogłosił swój Coming out.  Ale to też nie tak, że chciał, był odważny, czy dumny, nie, to wszystko potoczyło się trochę nie tak. Ale z drugiej strony może tak było lepiej.

Renia – najfajniejsza i najładniejsza dziewczyna w szkole, dlaczego akurat Alkiem się zainteresowała. To ona go wybrała, to z nim pierwszy raz się kochała. To z nim bardzo szybko zaczęła wiązać swoją przyszłość, myślała już nawet o zaręczynach. Jednak czy to aby nie za szybko? A co na to sam Alek?

No właśnie, jakoś do wszystkiego podchodził z wielką ciekawością,  odkrywał nowe rzeczy, doświadczenia, i to nie tylko te związane z kobietami, bo od jakiegoś czasu nie mógł zapomnieć o pewnym trenerze, później był Michael, a jeszcze później chyba w końcu prawda. Alek zaczął sobie  w końcu uświadamiać, że Renia to nie jego „liga”, że chyba nie ma co dłużej udawać, że wszystko jest w porządku, bo od pewnego czasu już nic nie jest takie proste.

Jednak czy od razu trzeba było ogłosić całemu światu, że jest się homoseksualistą? Przecież sąsiedzi, znajomi, nauczyciele – czy aby na pewno są gotowi na takie wieści?

Pani Anna Onichimowska w swojej książce podejmuje dość trudny temat,  bo dotyczący homoseksualizmu w Polsce (i nie tylko). Poprzez historię Alka uświadamia nam, jak bardzo nasz naród jest nietolerancyjny, jak ciężko przyjmuje pewne rzeczy do wiadomości. A przecież to takim osobom jak Alek jest trudno w życiu, szczególnie w młodym wieku, kiedy człowiek uczy się siebie, kiedy poznaje siebie i swoje upodobania.

Autorka kieruje swoją książkę głownie do młodzieży, jednak każdy chyba powinien ją przeczytać. To króciutka książeczka, która pokazuje nam drogę młodego chłopaka, drogę prowadzącą do ujawnienia swojej orientacji seksualnej. Autorka nie skupia się na szczegółach, dając zarys różnych stopni nietolerancji. Na przykładzie typowej polskiej rodziny, jej sąsiadów oraz znajomych, możemy dowiedzieć się  jak reagują ludzie. I jakoś wielce nie byłam zaskoczona reakcją ojca czy matki, ale stanowisko szkoły zdecydowanie mnie zawiodło.

Polecam wszystkim „Koniec gry” Anny Onichimowskiej, bo choć historia może i trochę naiwna, czasem mało realna, to w gruncie rzeczy warta przeczytania. Może w końcu warto wyleczyć społeczeństwo z homofobii !

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak Emotikon, za co serdecznie dziękuję  !!!

piątek, 20 stycznia 2012

Kolejne nabytki styczniowe :)

Nowy rok, nowe postanowienia, ale nie, w tym roku wcale nie zamierzałam zredukować mojego nabywania książek - przecież to i tak niemożliwe, no i lepszy taki nałóg niż inny :)
A tak oto prezentuje się pierwszy stosik:

  1. Góra śpiących węży - Hanna Kowalewska - w końcu się doczekałam, a kolejka w bibliotece była straszna :)
  2. Nasze piękne dni i kochane psy w Andaluzji - Jackie Todd - z promocji z Carffura
  3. Narzędzia piekła - Imogen Robertson - jw.
  4. Emma i ja - Elizabeth Flock - jw.
  5. Zaufaj mi - Brenda Nowak - jw.
  6. Koniec gry - Anna Onichimowska - do recenzji od Wydawnictwa Znak emotikon :)
Za książki od 2 do 5 zapłaciłam niecałe 30 zł także całkiem opłacalne zakupy - cieszą mnie niezmiernie !

A tu już nabytki internetowe, bo ja uwielbiam Debbie Macomber i zbieram wszystkie jej książki:
  1. Niespodzianki - z Allegro
  2. Seria Synowie Północy - z serwisu FINTA - całkiem fajne wymiany książkowe można robić, czekam jeszcze aż przyjdzie do mnie książka Katarzyny Michalak - Sklepik i moja ukochana Nora Roberts :)

czwartek, 9 czerwca 2011

Pożeracz snów – Bettina Belitz



Wydawnictwo: Znak emotikon
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 506
Źródło: Biblioteczka własna
Premiera: 16 czerwca 2011


Elisabeth Sturm nie wyobraża sobie życia poza Kolonią, to tam znalazła w końcu swoje dwie przyjaciółki, to tam chciała zdać maturę i wkroczyć w dorosłe życie, to w końcu tam przecież mieszka Grischa, jej pierwsza wielka miłość. Jednak rodzice, nagle, z dnia na dzień psują wszystko, przeprowadzają się w sam środek głuszy, gdzie nawet jej telefon nie zawsze działa. A jak on nie działa, to jak ona ma tam funkcjonować, z dala od cywilizacji, gdzie wszystko jest daleko, gdzie znów wszyscy będą się na nią patrzeć, i wyciągać pochopne wnioski. Czy jej tata nadal nie mógł pracować w Koloni, czy musiał objąć stanowisko w Szpitalu Psychiatrycznym Rieddorfie?.
Ellie nie miała zamiaru ułatwiać rodzicom przeprowadzki, żadnych porządków, wnoszenia kartonów, czy wieszania firanek. Dla niej najlepszym lekarstwem jest sen i w każdej wolnej chwili mu się poświęca, ucieka od rzeczywistości, ucieka do krainy marzeń, za nic nie chcąc przed samą sobą się przyznać, że w gruncie rzeczy, w tym całym Kaulenfeld, nie jest tak źle, powietrze jest przecież jakieś czystsze, ma więcej przestrzeni i nawet jej pokój na poddaszu jest lepszy, większy i taki jakby z własną duszą. Tylko co z tego, kiedy wszystko co zna i kocha, zostało daleko.
Pierwsze wrażenie w szkole, jakie po sobie zostawia też jest nie najlepsze, ale cóż się dziwić, kiedy całą noc dręczyły ją jakieś dziwne sny. Śniło jej się maleńkie dziecko, w kołysce, choć może bardziej w korycie, które ktoś zostawił, i którym nikt się nie interesował. Dziecko - niemowlak, który choć początkowo pozostawiony sam sobie, nie płakał i czekał na to co będzie dalej. Wszystko jak by z innej epoki. Ellie w kółko o nim myśli i każdą chwilę wykorzystuje na sen, by dowiedzieć się co z nim jest nie tak, dlaczego jest samo i kim ono właściwie jest. Ale nie zawsze, udaje jej się powrócić do tajemniczego dziecka, częściej za to nawiedzają ją dziwne koszmary.
Pewnego wieczoru, nie chcąc już dłużej patrzeć na szczęśliwych rodziców, nie chcąc brać udziału w tej całej maskaradzie, jaką jest bratanie się z sąsiadami, Ellie wybiera się do lasu, gdzie rzeczywistość zaczyna mieszać się z magią, a tajemniczy jeździec ratuje ją z opresji. Colin Blackburn, czy aby na pewno należy do jej świata, dlaczego wszyscy omijają go wzrokiem i nikt o nim nic nie wie. Dlaczego od chwili, gdy go spotkała nie może przestać o nim myśleć, zupełnie jakby wkradł się do jej duszy i zawładnął nie tylko myślami ale także jej snem.
„Ona - wrażliwa, samotna. On - niesamowicie przystojny, intrygujący i groźny. Dzieli ich wszystko. Łączy tylko tajemnica.”

Sny i marzenia to coś pięknego, nie każdy sen pamiętamy po przebudzeniu, jednak, gdy przyśni się nam coś dobrego, niesamowitego, to dzień też staję się jakby lepszy, jakbyśmy byli bardziej optymistycznie nastawieni do życia i świata. Bettina Belitz stworzyła bardzo ciekawą, niesamowitą wręcz historię, w której sen i jawa przenikają się, w której granica między tymi stanami jest naprawdę bardzo cienka.
Akcja książki rozwija się powoli, co jednak w tym przypadku nie jest minusem, bo dzięki temu lepiej możemy poznać historię Ellie i jej rodziny, lepiej zrozumieć jej postępowanie, a wręcz prawie wniknąć do jej duszy. Muszę przyznać, że początkowo główna bohaterka mnie trochę drażniła z tym jej ciągłym marudzeniem i narzekaniem i nic nie robieniem, jednak w miarę czytania zmieniałam o niej zdanie, bo w tej książce nic nie jest takie, jakim wydawać by się mogło, a bohaterowie pełni są tajemnic, leków i fobii. Tajemnicy Colina  w pewnym stopniu łatwo było się domyślić, ale te fobie Ellie mnie naprawdę przerażały (sama mam podobną i nie chciałabym, żeby spotkało mnie coś takiego).
Historia Ellie i Colina, choć początkowo trochę podobna do tej ze „Zmierzchu” to jednak bardziej mi się podobała. Mniej tu było „słodyczy” a więcej magii i przerażających wizji. Dlatego z czystym sumieniem polecam "Pożeracza snów", wszystkim fanom fantasy i młodzieży,  wszystkim tym, którzy lubią nieprzewidywalną, wzbudzającą niepokój i fascynującą historię.  A ja z niecierpliwością będę czekać na kolejną część !!!
Ocena: 5/6

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak emotikon, za co serdecznie dziękuję !!!

środa, 27 kwietnia 2011

Z ciemnością jej do twarzy – Kelly Keaton

 

Wydawnictwo: Znak emotikon
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 257
Źródło: Biblioteczka własna
Premiera: 5 maja


Kiedyś niezbyt często sięgałam po fantastykę, będąc jeszcze nastolatką zaczytywałam się książkami Musierowicz czy Siesickiej. Ale wszystko się zmienia, łącznie z moim gustem i tak pomału przelatywały przez moje ręce różne książki fantasy. Teraz z wielką przyjemnością się za nie zabieram, bez jakiejś obawy, że się w nich nie odnajdę. I tak i tym razem z ogromną przyjemnością i ciekawością  sięgnęłam po książkę „Z ciemnością jej do twarzy”.
Aristanae nie jest zwyczajną nastolatką i nigdy nie była zwykłym dzieckiem. Od kiedy pamiętała, zawsze była inna, zawsze rzucała się w oczy. Jej włosy „wszystkie tej samej długości. Tak jasne, że w świetle księżyca wydawały się srebrne.” I choć wielokrotnie je ścinała i farbowała, to zawsze wracały do pierwotnego stanu. A do tego te oczy, jasnozielone. Koło takiej dziewczyny nie można przejść obojętnie.
Wychowywana w rodzinie zastępczej, postanawia w końcu dowiedzieć się czegoś o swojej biologicznej matce. Nie to, żeby nie kochała przybranych rodziców, jednak ta inność nie dawała jej spokoju. W końcu trafia do szpitala psychiatrycznego w którym przebywała jej matka, a informacje, które zdobyła zmieniły wszystko w jej życiu. Matka pozostawiła po sobie tylko małe pudełko a w nim list, w którym zapewnia córkę, że nie była szalona, i że grozi jej, Ari, wielkie niebezpieczeństwo. Ari wiedziona instynktem i wbrew woli matki, wyrusza do Nowego 2, by dowiedzieć się czegoś więcej i być może odnaleźć ojca.
Nowe 2 to dawny Nowy Orlean, jednak po wielkiej katastrofie, Novem postanowiło go wykupić, a Stany z chęcią pozbyły się kłopotu. Należy on teraz do dziewięciu rodzin i jest „ogromnym, niszczejącym, zagubionym miastem, które nie chciało dać się porwać fali. Było własnością prywatną, a zarazem światłem przewodnim i schronieniem dla odmieńców i rzeczy, które czają się nocą.”
Ari wiedziona potrzebą i ciekawością daje sobie jeden dzień, na odnalezienie czegokolwiek, co by jej powiedziało kim jest, kto jest jej ojcem i dlaczego grozi jej wielkie niebezpieczeństwo. Jednak jeden dzień to za mało by zmierzyć się z przeszłością i rozwiązać zagadkę.
Świetna książka, już od pierwszych stron wciąga i nie można się od niej oderwać. Nie brakuje w niej akcji, a autorka stopniowo dawkuje napięcie, by na koniec pokazać co potrafi. Bohaterowie są bardzo dobrze wykreowani, a moją największą sympatię i zachwyt zdobyła Violet, mała dziewczynka, wyglądem przypominająca gotycką laleczkę, która z ogromną ciekawością patrzyła na świat, no i ten jej przyjaciel - nic dodać, nic ująć.
Kelly Keaton stworzyła bardzo ciekawy świat, w którym możemy spotkać czarownice, wampiry, półbogów a także samą Atenę – boginię wojny i śmierci.  Możemy też przespacerować się przez Dzielnicę Francuską – Vieux Carre, oraz wziąć udział w paradach i balach, które kuszą swoim pięknem i tajemniczością . Bo tajemnic w tej książce z całą pewnością nie brakuje.
Polecam przede wszystkim fanom fantastyki i młodzieży, a sama  z niecierpliwością czekam na kolejny tom, bo jeszcze wiele rzeczy jest do odkrycia :)
Ocena 5/6

Zapraszam również na stronę poświęconą książce na FB

Egzemplarz recenzyjny otrzymałam od Wydawnictwa Znak emotiknon, za co serdecznie dziękuję !!!