Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantasy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantasy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 października 2014

Leokadia w krainie czarów – Agata Agnieszka Włodarczyk


Wydawnictwo: Novae Res
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 168
Źródło: Biblioteczka własna


Chyba każdy z nas zna przygody Alicji w Krainie Czarów, w świecie po drugiej stronie lustra. A co byście powiedzieli na przygody trochę starszej dziewczyny, o imieniu Leokadia, która również przenosi się do Krainy Czarów, jednak już nie tak bajkowej?

Leokadia urodziła się w całkiem normalnym świecie, jednak już od małego słyszała o Krainie Czarów. Razem z kuzynką czekały na pojawienie się magicznych znaków, by móc się do niej przenieś. I choć wszyscy sądzili że to ona jako pierwsza otrzyma znaki, tak się niestety nie stało i w końcu zamiast Rządzącej stała się Rządzoną. A sama kraina nie do końca była taka, o jakiej słyszała, szczególnie gdy trafiło się na samo dno hierarchii.

Dziewczyna bardzo szybko przekonuje się, że o wszystko trzeba walczyć i nigdy się nie poddawać, szczególnie gdy jej umiejętności mogą stać się bronią, którą wielu Rządzących pragnie posiadać. Jak w tym świecie poradzi sobie Leokadia? Czy uda jej się pozostać choć w części sobą a przede wszystkim pomóc w przywróceniu dawnych Praw?

„Leokadia w Krainie Czarów” to dość cienka książka, która przenosi nas do magicznego świata, pełnego brutalnych praw. I niestety ale początkowo kompletnie nie umiałam się w nim odnaleźć, autorka często przeskakiwała czasowo, nie do końca mogłam zrozumieć o co chodzi. Na szczęście po jakimś czasie to się zmieniło. I chociaż na plus zdecydowanie zasługuje dużo akcji, to brakowało mi tu opisów, na przykład samej krainy. Niestety język również nie przydał mi do gustu, wulgaryzmy, które miały pokazać twardy charakter bohaterki, nie zawsze mi pasowały.

Na szczęście książka ma też swoje plusy, a mianowicie podobał mi się pomysł Znaków, oraz samej krainy, pełnej przemocy i walki,. Na uwagę zasługują również bohaterowie, Lea, Szymon, którzy za wszelką cenę walczą by nie poddać się okrutnym regułom gry. Zakończenie również mi się podobało i oczywiście fakt, że nie było przesłodzonego romansu :)

„Leokadia w Krainie Czarów” Agaty Włodarczyk to książka z gatunku urban fantasy. Pięknie wydana, kusi szybką akcją, historią pełną bólu i walki. I choć nie jest pozbawiona drobnych minusów, to i tak cieszę się, że ja poznałam.



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Novae Res, za co serdecznie dziękuję!!!


sobota, 31 maja 2014

Serce Gryfa – Jastek Telica

http://zaczytani.pl/ksiazka/serce_gryfa,druk

Wydawnictwo: Novae Res
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 719
Źródło: Biblioteczka własna


Ostatnio bardzo rzadko sięgałam po książki z gatunku fantastyki, jednak jak tylko zobaczyłam tą książkę, to zapragnęłam ponownie zanurzyć się w świecie pełnym magii i demonów. Tym bardziej kiedy przeczytałam zdanie umieszczone na okładce - „Gdyby Wiedźmin mógł mieć syna, nazwałby go kreczownikiem” nabrałam jeszcze większej ochoty.

Grippin to nowicjusz pobierający nauki w starożytnym klasztorze. Początkowo wszystko wskazuje, że jest on wyjątkowym uczniem, który nie tylko jest bardzo zdolny, ale potrafi sobie zjednać przyjaciół. Niestety z czasem okazuje się, że oprócz wielu zalet, Grippin to przede wszystkim leń i cwaniak, dla którego najważniejsze to nie narobić się. Ale w życiu się tak nie da i w końcu nauczyciele stawiają mu ultimatum, po którym kończą się wizyty w karczmie, panienki na jedną noc. I tak młody kadet staje się kreczownikiem, który nie oglądając się ani minuty za siebie wyrusza w świat, zostawiając po sobie niezbyt dobre wrażenie, szczególnie u jednej panny, która gotowa była za nim skoczyć w ogień.

Świat, jak długi i szeroki, ciągnie Gryppina, który nigdzie na dłużej się nie zatrzymuje, szukając pracy a po zabiciu potworów nękających mieszkańców, ruszając dalej przed siebie. Komuś takiemu jak on trudno się zmienić dlatego po staremu wszystko wydaje, do czasu aż trafia mu się prawdziwa gratka!

Choć bardzo lubię fantastykę, to ciężko mi się na początku czytało tę książkę, nie mogłam „wbić” się w świat kreczowników, jednak po pewnym czasie powieść wkręciła i to bardzo. Wszystko przez to, że ciężko polubić głównego bohatera, jest on strasznym cwaniakiem, który nie szanuje nikogo, a na dodatek nie wierzy w moce, przeciwko którym był szkolony. Do tego język, i duża dawka ważnych informacji, powodowała, że trzeba było bardzo się skupić na treści. Ale to na początku, potem jest dużo lepiej!!! Poznajemy co raz lepiej ten nowy, bardzo interesujący świat i widzimy przemianę bohatera, akcja nabiera co raz większego tempa by na sam koniec wręcz eksplodować.

„Serce Gryfa” Jastka Telicy to bardzo interesująca książka, w której znajdziemy skomplikowanego bohatera, ciekawe wykreowany świat, w którym nie brakuje strzyg i innych potworów, oraz magii. I choć początki są trudne to wszystko ma swój cel. Do tego stylizowany język i barwne opisy, powodują, że książka zasługuje na uwagę i poświęcony jej czas. Dlatego polecam wszystkim fanom fantasy!

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Novae Res, za co serdecznie dziękuję!!! 

piątek, 24 stycznia 2014

Podzielone królestwo. Dobry wiatr – Allan Frewin Jones, Gary Chalk

http://publicat.pl/papilon/ksiazki/podzielone-krolestwo-dobry-wiatr-2397.html?category=1159

Wydawnictwo: Papilon
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 192
Źródło: Biblioteczka własna
Seria: Podzielone królestwo tom 2


Na dzisiejszym rynku wydawniczym pojawia się wiele książek dla dzieci, wybór jest ogromny, jednak bajka bajce jest nie równa. A jak wybrać tą idealną, czym powinna się ona wyróżnić? Dziś chciałabym Wam przedstawić bardzo ciekawą serię, która z pewnością ma wiele zalet!

Legendy mówią, że dawno, dawno temu istniał w przestrzeni jeden okrągły świat, którym rządziła rada sześciu borsuczych mędrców. Legendy mówią też o wielkim wybuchu który podzielił świat na wiele archipelagów, które to utworzyły odrębne królestwa. Nie każdy w to wierzy jednak Drepcik Wytrwałek, wędrowróżka Esmeralda Bystrosopa, oraz Czarek Świstała jak najbardziej i dlatego podjęli się wyzwania odnalezienia borsuczych koron. Niestety nie tylko oni pragną odnaleźć korony, piraci pod dowództwem kapitana Gryzozgryza zrobią wszystko by korony trafiły w ich ręce. I tak oto zaczyna się wyścig z czasem a przede wszystkim wielka przygoda.

„Podzielone królestwo. Dobry wiatr” to drugi tom przygód dla dzieci w wieku 7 – 11 lat. I chociaż nie czytałam pierwszego tomu, to już na samym początku zostajemy wprowadzeni w świat stworzony przez autorów. A świat ten jest naprawdę niezwykły, malowniczy, tajemniczy, pełen niezwykłych rzeczy. Podobnie jak bohaterowie, którzy rządni przygód nie poddają się przeciwnością losu. Jednak to co najbardziej zachwyca to język jakim posługują się autorzy – jest on bardzo sugestywny i plastyczny a przy tym na tyle prosty by najmniejsze dzieci świetnie go rozumiały.

„Podzielone królestwo. Dobry wiatr” Allana Jonesa oraz Gary Chalka to bardzo ciekawa bajka pełna przygód. Książka nie tylko pobudza wyobraźnię, ale uczy też że dobro popłaca. Bo bohaterowie często stają przed trudnymi wyborami ale zawsze wiedzą jak należy postąpić. Tak więc książka nie tylko wciąga nas w ten niezwykły świat ale też pokazuje że zwycięstwo lepiej smakuje, kiedy gra się uczciwie.

"Sześć koron borsuczych, pradawna potęga,
Komu moc pisana, niech po moc ich sięga."

Polecam, świetna książka!


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Papilon, za co serdecznie dziękuję!!!
http://publicat.pl/papilon.html

Książka bierze udział w wyzwaniu: Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: 1,1 cm (144,4cm)

środa, 18 grudnia 2013

Dom tajemnic – Chris Columbus, Ned Vizzini

http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,3990,Dom-Tajemnic


Wydawnictwo: Znak emotikon
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 512
Źródło: Biblioteczka własna


Każdy z nas ma swoją historię, każdy ród skrywa tajemnice a im więcej pokoleń tym ciekawiej. Ale nie tylko rodziny mają swoje sekrety, bo wszystko z reguły odbywa się w domach, które również potrafią być pełne tajemnic i zagadek.

Eleanor, Kordelia i Brendan to rodzeństwo jak każde inne, na co dzień sprzeczają się o wszystko i wszędzie, ale kiedy trzeba to potrafią połączyć siły i wspólnie troszczyć się o siebie. I kompletnie nie zdają sobie sprawy, że już niebawem przyjdzie im stanąć ramię w ramię. Ich rodzice, po pewnym niefortunnym zdarzeniu muszą się wyprowadzić i zacząć wszystko od nowa. Agentka nieruchomości ma dla nich jednak wspaniałą ofertę, pewien uroczy, rustykalny, dom. Rodzina Walkerów nie tego się spodziewała, bo zamiast ujrzeć jakąś ruinę, przeżartą kornikami, ich oczom ukazuje się wspaniała rezydencja, w pięknej dzielnicy i do tego cena jest niebywale niska. Aż trudno w to wszystko uwierzyć!

Rodzina długo się nie namyśla i szybko kupuje ten jakże wspaniały dom, dom znanego pisarza Denvera Kristoffa. I od tej pory już nic nie będzie takie same, Wichrowa Wiedźma postanowiła zemścić się na rodzinie Walkerów i przenosi ich wraz z domem do innego świata, do świata w którym rodzeństwo musi odnaleźć tajemniczą księgę, do świata pełnego piratów, olbrzymów, i innych dziwnych stworzeń.

Czy rodzeństwu uda się powrócić do rzeczywistości i pokonać Wichrową Wiedźmę, czy uda im się odkryć rodzinną tajemnicę oraz tajemnicę skrywaną w tym uroczym i niezwykłym domu?

Jak wiele osób, również i ja uwielbiam stare domy i ich tajemnice, dlatego gdy po raz pierwszy usłyszałam o tej książce byłam jej niezwykle ciekawa. „Dom tajemnic” napisany został przez Chrisa Columbusa, znanego reżysera i scenarzystę oraz Neda Vizzini, autora książek dla młodzieży, co dało całkiem niezły efekt. Widać tu wspaniałe sceny, które idealnie nadawały by się na duży ekran, jak i fabułę pełną przygód i magii.

„Dom tajemnic” to wspaniała książka przygodowa, która ani na chwilę nie pozwoli się nudzić. Czasami aż brak oddechu, brak wytchnienia, w tej ciągłej walce z dzikimi zwierzętami, piratami, Królem Burz, czy Wichrową Wiedźmą. Tu pewne jest tylko jedno, że nie ma nic pewnego. Autorzy co rusz wprowadzają nowe elementy, które do siebie nie pasują a z drugiej strony dzięki temu mamy coś nowego, nieprzewidywalnego i ciekawego. Do tego bohaterowie, chodź to jeszcze młode umysły, to wiedzą że w jedności jest siła. I tak razem są w stanie dokonać cudów.

Podobała mi się ta książka, a przede wszystkim dom, niesamowity dom, pełen niespodzianek. Autorzy stworzyli naprawdę świetną przygodę, pełną magii i walki dobra ze złem. Książkę czyta się błyskawicznie, wręcz pochłania się ją, a każda kolejna strona przynosi nową przygodę.

Jednak na uznanie zasługuje też oprawa graficzna, twarda okładka, ilustracja wspaniale oddająca treść książki, do tego zdobniki przy numeracji stron, no i ilustracje pojawiające się co jakiś czas.

Polecam wszystkim głodnym przygód czytelnikom, zarówno młodzieży, starszym dzieciom, jak i rodzicom. A ja sama czekam na kolejne przygody rodzeństwa Walkerów!


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak emotikon, za co serdecznie dziękuję !!!
http://www.znak.com.pl/


Książka bierze udział w wyzwaniu: Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: 3,5 cm (134,1cm)

poniedziałek, 11 listopada 2013

Brisingr – Christopher Paolini


Wydawnictwo: MAG
Rok wydania: 2008
Liczba stron: 624
Źródło: Biblioteczka kuzyneczki M.


To już trzeci tom, chociaż nie było łatwo. I nie dlatego, że książka jest nudna, tylko jakoś źle z czasem trafiłam, i nie mogłam się na niej skupić. A czytanie tej pozycji z doskoku to zły pomysł. No ale książka już za mną, a wrażania jak zwykle bardzo pozytywne.

Eragon i Saphira po wygranej bitwie na Płonących Równinach, szykują się do kolejnych bitw. Za wszelką cenę muszą uwolnić ludzi spod jarzma panowania Galbatorixa, ale przede wszystkim muszą pomóc Roranowi uwolnić Katrinę. Uwolnienie narzeczonej kuzyna przebiega dość szybko, jednak nie obywa się bez pewnych komplikacji. Eragon musi zostawić Saphirę i kuzyna, by dokończyć pewne zadanie, jednak jak się okaże, nie będzie to jego jedyne rozstanie ze smoczycą.

Czy spełni się przepowiednia kotołaka, czy Eragon znajdzie w końcu swój miecz i przeznaczenie, czy Arya odpowie na uczucia Eragona?. Tego zdradzić nie mogę, ale zachęcam do lektury.

Muszę powiedzieć, że im dalej tym lepiej, co raz bardziej podobają mi się przygody Eragona i jego smoczycy. Widać jak dojrzewa nie tylko wielki wojownik, Smoczy Jeździec, ale też styl autora. Widać jak zmieniają się bohaterowie, jak dojrzewają i z młodego chłopca rośnie prawdziwy Jeździec, jak smoczyca rośnie w siłę. Poznajemy lepiej Rorana, Kathrinę, widzimy jak wielkie uczucie może zdziałać cuda.

Książkę czyta się lekko i z wielkim zainteresowaniem, świat stworzony przez Christopera porywa, i nie pozwala oderwać się od książki. Akcja książki jest co raz bardziej przemyślana, wyjaśnia się też wiele tajemnic.

Polecam, idealna pozycja dla osób pragnących przeżyć niesamowite przygody. Książka wspaniale pobudza wyobraźnię i wciąga.


Książka bierze udział w wyzwaniu: Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: 4,0 cm (116,0cm)

piątek, 27 września 2013

Alicja w krainie Zombi – Gena Showalter


Wydawnictwo: Mira
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 508
Źródło: Liczba stron


Premiera: 25 wrzesień 2013


Nigdy nie byłam fanką filmów czy książek z Zombi w roli głównej, jakoś nie przemawiały do mnie chodzące trupy pożerające ludzi. Jednak jak usłyszałam o „Alicji w krainie Zombi” coś się zmieniło, nie wiem czy to opis, czy ta okładka, ale coś mnie przyciągało do tej książki. I tak lekturę książki mam już za sobą, a moje wrażenia poznacie za chwilkę.

Alicja to zupełnie normalna nastolatka, jednak z nie zupełnie normalnego domu. Jak każdy w tym wieku chodzi do szkoły, uczy się, ma średnie kontakty z ojcem, to jednak wyróżnia ją fakt, że nigdy, ale to nigdy nie wychodzi z domu po zmroku. Ich dom to istna forteca, z której po zachodzie słońca nie ma wyjścia, a ojciec noc w noc pilnuje rodziny z bronią i butelką czegoś mocniejszego w ręku. Wszystko się zmienia w szesnaste urodziny dziewczyny, kiedy to ojciec łamie się i zgadza na wieczorny występ młodszej siostry Alicji, na który wybierają się całą rodziną. Tego wieczoru Al nie zapomni nigdy, to co ujrzy nie będzie jej się mieściło w głowie. Jej ojciec i matka zostają pożarci przez straszliwe bestie, na szczęście młodsza siostra umiera sama.

Alicja długo nie może otrząsnąć się z szoku, nie chce przyjąć do wiadomości faktu, że jej rodzina nie żyje. I choć dziadkowie, z którymi teraz mieszka, robią wszystko co mogą, to dziewczyna i tak czuje się winna całej tej sytuacji, tego, że nie wierzyła, tego że przeżyła. W nowej szkole też dzieją się niesamowite rzeczy, i aż strach spojrzeć w fiołkowe oczy pewnego chłopaka, bo wizje jakie ją nachodzą, są jeszcze bardziej nie realne i niemożliwe. I pozostaje tylko pytanie co dalej, czy Alicja Bell znajdzie dość siły by stawić czoło nowemu złu?

W ostatnim czasie panuje duża moda na różne nadprzyrodzone postacie, były już wampiry, wilkołaki, anioły, czarownice, aż w końcu przyszedł czas na zombie. W końcu coś nowego i naprawdę niesamowitego. Autorka nawiązuje do baśni Lewis'a Carrolla, jednak oprócz imienia bohaterki, pewnego królika, tytułów rozdziałów i potworów, nic więcej te książki nie łączy, nie ma tu baśniowych klimatów, za to jest strach, mrok i wiele zła ociekającego czarną mazią.

Bardzo spodobał mi się pomysł autorki i jego rozwinięcie, bardzo polubiłam też Alicję, chociaż to typowa nastolatka. Gena Showalter stworzyła mroczny świat, który wciąga im głębiej się w niego zanurzamy. I choć początkowo miałam pewne obawy, jak to jest, że tylko Alicja nie wychodzi z domu po zmroku, że inni mogą, i nic złego im się nie dzieje, to jestem całkowicie usatysfakcjonowana tym jak zostało to wyjaśnione. Do tego bohaterowie – nie da się ich nie lubić, Al i jej przyjaciółkę Kat, oraz całą tą mroczną grupę pod dowództwem Cole'a.

„Alicja w krainie Zombi” to książka dla młodzieży, ale nie tylko - mnie wciągnęła bardzo. Autorka miała świetny pomysł i doskonale go wykorzystała. Mamy tu mroczny świat pełen potworów, zła, z którym musimy walczyć, ale mamy tu też dobro, w końcu jak to bywa, nie może zabraknąć dobrych uczuć, miłości między bohaterami.

Książkę polecam fanom gatunku paranormal romance, ale też wszystkim tym, którzy mają ochotę poznać coś nowego, mrocznego, którzy gotowi są poznać świat pełen potworów. A ja z niecierpliwością czekam już na drugi tom! Jestem bardzo ciekawa jak to się dalej potoczy.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Harlequin/Mira, za co serdecznie dziękuję!!!


Książka bierze udział w wyzwaniu: Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: 3,8 cm (108,4cm)

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Najstarszy – Christopher Paolini


Wydawnictwo: MAG
Rok wydania: 2005
Liczba stron: 616
Źródło: Biblioteczka kuzyneczki


Jakiś czas temu w moje ręce trafiła seria książek o Eragonie. Pierwszy tom „Dziedzictwa” podobał mi się, pomimo paru małych minusów, dlatego z ciekawością sięgnęłam po kolejny tom - „Najstarszego”, który podobał mi się jeszcze bardziej, ale o tym za chwilę.

Eragon i Saphira po wielkiej bitwie i na szczęście wygranej, wyruszają do Ellsmery, krainy Elfów, gdzie czeka ich dalsze szkolenie. Bohaterowie będą musieli wiele się nauczyć, poznają tajniki magi i wiedzy, nauczą się lepiej panować nad własnym ciałem ale przede wszystkim lepiej otworzą się na siebie.

W tym samym czasie Roran, kuzyn Eragona, będzie bronił Carahall z młotem w ręku. Ra'zacowie nie mogąc go pojmać, porywają jego narzeczoną Katrinę. Zrozpaczony postanawia ją odnaleźć, jednak w podróż zabiera całe miasteczko, wiedząc, że Galbatorix nie oszczędzi nikogo.

Wkrótce losy Eragona i Rorana znów się ze sobą skrzyżują, i obaj staną do walki z wojskami króla Galbatorixa, okrutnego władcy imperium.

Ta część zdecydowanie bardziej mi się podobała, widać postępy jakie poczynił młody autor – zdecydowanie poprawił się język i styl. Bohaterowie też dojrzali, stali się jeszcze bardziej wyraziści. Jest tu wprawdzie mniej walki (dla mnie na plus) za to w końcu wyjaśniają się pewne tajemnice, dowiadujemy się więcej o Bromie, lepiej poznajemy Ayrę, oraz pozostałe Elfy, poznajemy historię Jeźdźców. Pojawia się pierwsze młodzieńcze zauroczenie. Eragon poznaje też tajemnice swojego pochodzenia, dowiaduje się, kto jest jego ojcem.

W tej części nie brakuje też wspaniałych opisów przyrody, z których najbardziej podobały mi się te, opisujące las Elfów – coś niesamowitego! Akcja prowadzona jest dwutorowo, dzięki czemu mamy szerszy pogląd na wydarzenia.

„Najstarszy” to świetnie napisana książka pełna przygód, przeszłości i odnajdywania siebie. Widać jak Eragon dorasta wraz z autorem, widać przemianę Saphiry oraz Rorana. Cudownie było znów zanurzyć się w świecie pełnym magii, i niezwykłych ras – elfów, krasnoludów, smoków, Urgali.


Książka bierze udział w wyzwaniu: Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: 3,8 cm

niedziela, 24 marca 2013

Eragon – Christopher Paolini

 
Wydawnictwo: MAG
Rok wydania: 2002
Liczba stron: 495
Źródło: Biblioteczka kuzynki M. :)


Bardzo dawno temu, za siedmioma górami …. chociaż może nie aż tak dawno i nie za górami, byłam w kinie na filmie „Eragon”. Nie wiem dlaczego, ale jakoś szczególnie mnie ten film nie zachwycił, nie wspominam go za dobrze, dlatego gdy kuzynka zaproponowała mi książkę, byłam trochę sceptyczna. Jednak duża zachęta z jej strony, plus moja wrodzona ciekawość, spowodowały, że jednak po książkę sięgnęłam.

Mało jest takich osób, które nie bałyby się same wybierać do Kośćca, i mało kto wierzy, że można stamtąd wrócić żywym. Jednak Eragon to odważny młodzieniec, który wie, że rodzina sama się nie wykarmi. Mieszka on razem z wujem i kuzynem, niestety nie wie kto jest jego ojcem, a i matki już nie ma, dlatego robi wszystko by przetrwać. I właśnie podczas jednej z wypraw znajduje on dość dziwny niebieski kamień, który z czasem okazuje się smoczym jajem.

Saphira, to piękna i mądra smoczyca, która wybrała sobie Eragona na jeźdźca. To wyjątkowy zaszczyt, gdyż nie każdy jest godzien by dosiąść smoka, by razem walczyć o sprawiedliwość. I tak jak smoczyca rośnie, tak Eragon dojrzewa i uczy się bycia Jeźdźcem. Niestety to dojrzewanie przychodzi za szybko, dwaj Cienie zabijają mu wuja, a jemu przychodzi uciekać, gdyż król ma plany względem Saphiry i Eragona!

Do przeczytania tej książki oprócz namowy kuzynki, przekonał mnie też wiek autora. Christopher Paolini miał piętnaście lat, kiedy napisał „Eragona” i jestem pełna podziwu, że w tak młodym wieku wymyślił coś takiego. I choć niektórzy krytykują, że jest to zlepek różnych książek fantasy, że książka jest przewidywalna, to jednak nikt z tych osób nie stworzył takiej książki, nie wymyślił Imperium pełnego Urgali, Cieni, czy Krasnoludów.

„Eragon” napisany jest prostym językiem, dzięki czemu książkę czyta się szybko. Nie brakuje wrażeń, niesamowitej podróży, ale przede wszystkim niezwykle mądrej smoczycy Saphiry. Sama jedną taka posiadam na plecach, więc tym bardziej ta mi się podobała. Polubiłam Eragona, Broma, starą czarownicę. Dlatego z chęcią sięgnę po kolejną książkę „Najstarszego”. Jestem ciekawa jak dalej potoczą się losy chłopca i jego smoka, czy Eragon w końcu dojrzeje, co się stanie z pozostałymi dwoma jajami smoczymi. No i już nie mogę się doczekać wybranki Eragona!


Książka bierze udział w wyzwaniu: Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: 2,8 cm

niedziela, 17 lutego 2013

Przędza – Gennifer Albin

 
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 322
Źródło: Biblioteczka własna

Seria: Świat Tkaczy
Premiera: Marzec 2013


Zajrzyj do mrocznego świata, w którym tkane są losy ludzi

Jak to jest, że jedne książki nas przyciągają, jak tylko je zobaczymy, a inne nie? Ciekawy opis, przyciągająca okładka, ale przede wszystkim fabuła musi zwrócić moją uwagę. I tak właśnie było w tym przypadku, jak tylko zobaczyłam zapowiedzi tej książki, wiedziałam, że muszę ją przeczytać, że muszę poznać ten nowy tajemniczy świat, świat, którym rządzi Gilldia a który zależy od jednej pięknej i mądrej Prządki.

Wyobraźcie sobie świat, który składa się z cieniutkich włókien, które przędą Kądzielniczki. To one odpowiedzialne są za to, co dzieje się na świecie, kierują pogodą, dostarczają żywność, stwarzają nowe obszary. Pracują dzień w dzień by świat był idealny, by nie było wojen, głodu, nienawiści, by każdy człowiek znał swoje miejsce i wiedział co ma robić. Jednak ich praca nie jest taka piękna, jak na pierwszy rzut oka mogła by się wydawać, wiedzieli coś o tym rodzice Adelice.

Adelice już jako mała dziewczynka wykazywała dziwne zdolności, ale jak tylko rodzice się zorientowali o jej darze, postanowili zrobić wszystko, by prawda nigdy nie wyszła na jaw. Gildia mówiła, że najlepsze co może spotkać dziewczynę, to praca Kądzielniczki, że stanowią one prawdziwą elitę, że mają wszystko o czym można marzyć, jednak nie wspomina o samotności, zepsuciu, o konieczności „spruwania” ludzkiego życia.

Niestety Gildii nie da się tak łatwo oszukać i dar Adelice szybko wychodzi na jaw, a jej ojciec ginie podczas próby ukrycia córki. Dziewczyna trafia do więzienia by następnie dostać luksusowy apartament. Zaczyna zdawać sobie sprawę, że jej talent to coś więcej, że ma coś, czego potrzebuje Gildia, a czego nie ma nikt inny. Wie też, że właśnie trafiła do świata pełnego intryg, nienawiści, do świata, w którym musi szybko znaleźć sprzymierzeńców, by przeżyć i na zawsze pozostać sobą. Jednak czy jej się to uda?

Jak tylko zaczęłam czytać tą książkę, to pierwsza rzecz, która mnie w niej urzekła, to język, bardzo plastyczny, barwny i lekki, dzięki czemu nie tylko szybko książkę się czytało, ale przede wszystkim poruszał on bardzo wyobraźnię. Ale nie tylko język zrobił na mnie wrażenie, bo sam pomysł na książkę okazał się po prostu świetny! Autorka wykazała się dużą oryginalnością, stwarzając świat od podstaw, nie wzorując się na innych książkach, stworzyła świat, który wydaje się być niby rzeczywisty, a jakby wirtualny. Jest wprost niesamowity, delikatny, a jednak nie pozbawiony brutalności.

Na uwagę zasługują też bohaterowie, nieposkromiona i łatwo wpadająca w kłopoty Adelice, oraz dwóch strażników, którzy zrobią wszystko, by dziewczyna przeżyła. I jeśli ktoś spodziewa się tu dużo lukrowatej miłości, to jej na pewno nie znajdzie. Autorka stworzyła wątek pierwszego zauroczenia, niewinnych pocałunków, jednak nie wysuwa się on na pierwszy plan, stanowi delikatne tło do wydarzeń.

„Przędza” Gennifer Albin to świetna książka, w której świat Arrasu, utkany z delikatnej przędzy jest brutalny, niesprawiedliwy, i przede wszystkim kłamliwy. Nikt nie może być pewien jutra ani tego, że nadal będzie tym kim jest. W końcu w każdej chwili może zostać przemapowany, a jego bliscy mogą tak po prostu zniknąć z tkaniny. Autorka wykorzystała swój pomysł bardzo dobrze, oczarowała mnie, językiem, pomysłem, i teraz nie pozostaje mi nic innego, jak z wielką niecierpliwością czekać na kolejny tom!!!

Polecam z czystym sumieniem, jest to książka, która robi naprawdę duże wrażenie powiewem świeżości. To książka, w której nic nie jest pewne, a świat w którym obracają się bohaterowie jest pełen intryg, zawiści, nienawiści, pełen kobiet, które walczą nie tylko o władzę!!!!


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa 
 

 , za co serdecznie dziękuję!!!

Książka bierze udział w wyzwaniu: Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: 2,3 cm 

środa, 6 lutego 2013

Kosogłos – Suzanne Collins


Wydawnictwo: Media Rodzina
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 373
Źródło: Biblioteczka kuzyneczki M. :)


No i kolejna trylogia za mną, i kolejny raz warto było nie przespać nocy, byle tylko dowiedzieć się jak potoczą się dalsze losy bohaterów, co tym razem zaplanowała autorka.

Katnis Everdeen przeżyła drugie Głodowe Igrzyska, przeżyła, gdyż dla wielu ludzi stała się symbolem powstania, walki, zwycięstwa. Ale nie tylko lud chce Katnis, chce dla niej walczyć, prezydent trzynastego dystryktu również ma wobec niej pewne plany, wie, że dzięki tej dziewczynie, może obalić rządy Snowa. A sama Katnis zgadza się na bycie Kosogłosem, jednak nie zgadza się na bezczynne siedzenie, chce walczyć, a nie tylko pozować przed kamerami. Do tego musi zrobić wszystko, żeby Peta oraz inni pojmani po Igrzyskach, przeżyli, by wyrwać ich z rąk okrutnego prezydenta.

Nastał czas wojny, prawie wszystkie dystrykty postanowiły walczyć o wolność, jednak co tak naprawdę oznacza ta wolność, czy po obaleniu jednego prezydenta drugi aby na pewno nie zapomni o ludzie? Gdzie jest granica, której nie można przekraczać, czy jeszcze istnieje coś takiego jak dobro?

Teraz kiedy cała trylogia jest za mną, stwierdzam, że trzecia część wyszła autorce najlepiej. Pierwsza mi się podobała, bo była dla mnie zdecydowanie czymś nowym, przerażała swoim realizmem, brutalnością, drugi tom był bardziej stonowany, mniej w nim było walki, i lejącej się krwi, mniej było emocji a więcej przemyśleń bohaterki. Natomiast trzecia część jest najbardziej emocjonująca, pokazująca jak człowiek się zmienia, jaki wpływ na niego mają walka o życie, poświęcenie się dla jednostki, walka o najbliższych.

Polubiłam Katnis od początku, jednak dopiero teraz tak naprawdę autorka pokazała jej prawdziwą twarz. Pokazała dziewczynę, która przeżyła, ale która już nigdy nie będzie wolną osobą, która zawsze będzie się bała, jak nie o siebie to o bliskich. Jej życie to pasmo bólu, strachu, to noce, które przynoszą wspomnienia, twarze ludzi, którzy zginęli. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie co bym czuła, czy bym jeszcze umiała żyć, po tym wszystkim, co przeżyli bohaterowie. Tak samo Peta, który przeżył, jednak co to za życie kiedy nie wie, co jest prawdą, a co kłamstwem mu wpojonym podczas wojny.

„Kosogłos” Suzanne Collins to świetne zwieńczenie całej historii, to walka wielu ludzi, ale też walka wewnętrzna, to pokazanie, że najlepiej ufać sobie i swojej intuicji. Przeraziła mnie brutalność, wykorzystanie dzieci w walce, ich śmierć. Przeraziła mnie wizja białych spadochronów, a jeszcze bardziej to, kto je zesłał.

Polecam!

Książka bierze udział w wyzwaniu: Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: 2,5 cm

niedziela, 3 lutego 2013

W pierścieniu ognia – Suzanne Collins


Wydawnictwo: Media Rodzina
Rok wydania: 2009
Liczba stron: 360
Źródło: Biblioteczka kuzyneczki M :)


Pół roku temu w moje ręce trafiła książka, o której było bardzo głośno na blogach. Nie było recenzji, która by jej nie zachwalała, dlatego jak tylko ją dostałam od razu wzięłam się za czytanie. „Igrzyska śmierci” zrobiły na mnie spore wrażenie, było to jedno z nielicznych moich spotkań z literaturą „antyutopijną”, i było ono bardzo udane!

Katniss wygrała „Głodowe igrzyska”, jednak swoim zwycięstwem wkurzyła niektóre osoby. Postawiła się Kapitolowi, postawiła się prezydentowi Snow. Jej zachowanie, choć nie jest tego do końca świadoma, zaczęło wywoływać buntownicze nastroje w dystryktach. I choć myślała, że skoro zwyciężyła, będzie miała teraz spokój, to bardzo się pomyliła. Kapitol zrobi wszystko by ją ukarać za nieposłuszeństwo, za to, że utarła im nosa przed tysiącem ludzi.

Pół roku mięło błyskawicznie, i przyszedł czas na Tournée Zwycięzców. Razem z Peetą, Katniss musi wziąć udział w świętowaniu zwycięstwa, o którym wszyscy woleli by zapomnieć. Jednak tego roku wszystko zaczyna się zmieniać, prezydent Snow osobiście pojawia się w domu zwycięzców, by ostrzec przed kolejnym nierozsądnym posunięciem. I choć oboje z Peetą starają się zapobiec katastrofie, to wszystko wskazuje, że już jest za późno. Ludzie zaczynają się buntować, lud żąda obalenia prezydenta i jego terroru, a Katniss staje się symbolem zwycięstwa, symbolem walki.

Kapitol, sam prezydent, wiedzą, że zbliża się nieuchronne, że muszą zapobiec buntowi. A najlepszym wyjściem jest pokazanie, że nawet najsilniejsi nie są niepokonani. Dlatego z okazji siedemdziesiątych piątych „Głodowych Igrzysk” postanawia, że na arenę wkroczą zwycięzcy poprzednich edycji. I tak Katniss znów musi stawić czoło, koszmarowi, który śni jej się od pół roku!

Pierwsza część bardzo mi się podobała, jak wspominałam we wstępie, nie miałam do tej pory okazji czytać za dużo książek o tematyce antyutopii, dlatego jest to dla mnie pewien rodzaj świeżości, który mnie niezmiernie zachwycił. Podoba mi się też druga część, a jednocześnie jestem przerażona, bo to wszystko może kiedyś okazać się prawdą, może nie będzie państwa Panem, ale nic nie szkodzi, żeby zapanował terror, żeby powstało państwo totalitarne.

Ale wracając do książki, muszę powiedzieć, że autorka miała naprawdę świetny pomysł i dobrze go wykorzystała. Książkę pochłania się błyskawicznie, wciąga ona i nie ma mowy, by ją odłożyć. Arena stworzona by zabijać, walka na śmierć i życie, bunt, powstanie – książka przeraża, wprowadza nas w nowy świat, pełen krwi, brutalnej rzeczywistości. Do tego te wszystkie zwroty akcji, powodują, że książka wiele razy nas zaskakuje.

„W pierścieniu ognia” Suzane Collins to historia przetrwania, walki o najbliższych, historia miłości aż w końcu historia, która pozwala wierzyć, że warto walczyć i nigdy nie należy się poddawać!

I ja się nie poddaje, i już zabieram się za trzeci, i ostatni tom – Kosogłos !

Książka bierze udział w wyzwaniu: Przeczytam tyle, ile mam wzrostu: 2,5 cm

wtorek, 13 marca 2012

Siła trucizny – Maria V. Snyder

 
Wydawnictwo: Mira
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 380
Źródło: Biblioteczka własna
Seria: Trylogia Twierdza Magów – Księga I


Świat rzeczywisty bywa brutalny - pogoda nie dopisuje, w pracy wymagają co raz więcej i więcej, w domu obowiązków też nie brakuje. Dlatego tak bardzo lubię przenosić się do innego wymiaru, do świata pełnego magii, świata, tak bardzo różnego od tego, który znam. I chociaż pierwsze kroki stawiałam dość niepewnie, to jednak warto było poznać Iksję i jej mieszkańców ! Ale od początku.

Dziewiętnastoletnia Yelena czeka na wyrok śmierci, jednak cokolwiek by nie było, nie żałuje tego co się stało, nie żałuje, że zabiła człowieka, syna swojego opiekuna. Zasłużył sobie na taką śmierć. Niestety Iksja wyznaje prawo „oko za oko”, a tym samym „śmierć za śmierć” i nie ważne czy zabijamy w obronie własnej czy to tylko wypadek. I w żaden sposób od tej kary nie można się uwolnić, no chyba, że ma się to szczęście i właśnie ginie tester żywności.

Yelena staje przed wyborem, albo zostanie wykonany na niej wyrok śmierci, albo zostanie ona nowym testerem żywności komendanta. Wybór niezbyt ciekawy, śmierć z ręki kata, bądź kucharza. Jednak zawsze to trochę życia więcej. Yelena postanawia wykorzystać tę nową szansę, niestety szybko przekonuje się, że trafiła ona tym razem do więzienia bez krat. Jako nowy tester szybko musi nauczyć się wszystkich trucizn w smaku i zapachu, i niestety codziennie pobierać antydotum na „motyli pył”. Tak więc o ucieczce na razie nie ma mowy, ale i bez tego i tak ma nadal sporo kłopotów. Oprócz codziennego zmagania się z jedzeniem, musi stawić czoło ludziom, którzy życzą jej szybkiej śmierci.

W zamku nie brakuje intryg i zakulisowej walki o władzę. No i jest jeszcze Valek – szef osobistej ochrony szefa, który na krok nie opuszcza Yeleny. Początkowo taki trochę niepozorny, z czasem okazuje się być niezwykle interesującym mężczyzną. Jednak on zabija takich jak ona, zabija każdego kto posiada magiczną moc, która jest zakazana na terenie Iksji, a którą jest obdarzona Yelena.

Co z tego wszystkiego wyniknie, musicie przekonać się sami, ja tylko powiem, że zapowiada się niezwykle interesująca przygoda, która nawet na chwilę nie pozwoli oderwać się od książki !!!

To było moje pierwsze spotkanie z twórczością pani Mari V. Snyder, i jej debiutem powieściowym. Jednak już się nie mogę doczekać kolejnej części. Jestem zachwycona światem stworzonym przez autorkę. Jest on brutalny, ciemny, pełen intryg i ciemnych stron, jednak wbrew wszystkiemu bardzo sprawiedliwy. Prawo jest w pełni respektowane i nie ma tu czegoś takiego jak znajomości, czy siła pieniądza. Do tego ten zamek i kraina go otaczająca, Święto Ognia – pani Maria pokazała, że wyobraźnia jest nieograniczona a ona świetnie to potrafi wykorzystać.

Do tego bohaterowie – Yelena, silna, mądra i piękna kobieta, która nie tylko szybko się uczy, ale też wytrwale dąży do celu. I choć wiele w tak młodym życiu przeszła, to nigdy się nie poddaje.  No i Valek – choć początkowo trochę niepozorny, to jednak na nim głównie skupiła się moja uwaga. To taki facet o jakim marzy każda kobieta, i jako, że w prawdziwym świecie go nie spotkamy, to fajnie chociaż na kartach książki.

„Siła trucizny” to niesamowita książka, która na długi czas całkowicie mnie pochłonęła, a kiedy skończyłam, czułam wielki niedosyt, że to koniec, że muszę czekać na kolejną część. Napisana pięknym, malowniczym językiem, przeniosła mnie do świata magii i czarów, świata który zaskakuje i nie pozwala na chwilę nudy. Świata nietypowego, z bohaterami tak samo nieprzewidywalnymi jak on sam.

Polecam, nie tylko fanom fantasy, może inni w końcu przekonają się do tego gatunku, a ja tej książce daje maksymalną ocenę !!! I już czekam na drugi i trzeci tom !!!

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Harlequin/Mira, za co serdecznie dziękuje !!!

A kolejne części już w maju i kolejno w październiku :)


środa, 29 lutego 2012

Nie jestem seryjnym mordercą – Dan Wells




Wydawnictwo: Znak emotikon
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 252
Źródło: Biblioteczka własna


„Dla fanów Dextera” - i jak tu nie sięgnąć po tę książkę, Dextera widziałam wszystkie odcinki, wszystkich serii, i ciągle miałam mało. Teraz przyszedł czas na Johna Clevera, który nie jest seryjnym mordercą, ale mógłby nim być. Żółty pasek na okładce, tylko pobudził moją ciekawość – w końcu nie często spotyka się ostrzeżenia o drastycznych scenach, na okładkach książek dla młodzieży.

John Clever nie jest normalnym chłopcem, i nie ma on nic wspólnego z rówieśnikami. Od kiedy tylko pamięta, z każdej strony otaczała go śmierć, a właściwie martwe ciała. Mając już 6 lat matka zabierała go do kaplicy, gdzie zbierał i sprzątał programy, opróżniał popielniczki, ale udział w balsamowaniu ciał przypadł mu dopiero gdy ukończył  lat 12. Chociaż, który nastolatek, chciałby dobrowolnie spędzać czas w kostnicy? I która matka zabierałaby w takie miejsce swoje małe dziecko?

Teraz John ma 15 lat i antyspołeczne zaburzenia osobowości. Co środę rozmawia ze swoim terapeutą o problemach jakie go dręczą, o jego zbyt dużym zainteresowaniu seryjnymi mordercami, o obsesji na punkcie zabijania, czasem też o „potworze”, który śpi w jego ciele. I może wszystko toczyło by się spokojnie dalej, gdyby nie nagła, wstrząsająca seria, tajemniczych morderstw.

Tak zaczyna się kolejna obsesja Johna, który za wszelką cenę musi dowiedzieć się, kto za tym wszystkim stoi, i dlaczego ofiarą brakują różne części ciała. Niestety szybko okazuje się, że problemem nie jest to, kim jest seryjny morderca, tylko co zrobić, by nie zabił on kolejnej osoby. John wie, że tylko on może coś na to poradzić, chociaż grozi to wypuszczeniem „potwora”, a na to, to on już na pewno nie może sobie pozwolić.

Świetna książka, i bohater jakich mało !!! Wiedziałam, że mi się spodoba, od kiedy tylko o niej usłyszałam, ale nie sądziłam, że aż tak. Jestem pod ogromnym wrażeniem, zarówno całości, jak i samego Johna, który jest wprost niezwykły. Widać, że autor wszystko przemyślał i z dużą dbałością o szczegóły stworzył nie tylko głównego bohatera, ale też to wszystko co go otacza. A otacza go coś niezwykłego, coś co wykracza poza ludzkie rozumowanie.

„Nie jestem seryjnym mordercą” to nie tylko świetne stadium rozwoju antyspołecznych zaburzeń rozwoju, to nie tylko świetna analiza psychologiczna młodego chłopaka, to przede wszystkim niesamowita historia, która pokazuje nam prawdziwa walkę z demonami.

Dan Wells stworzył książkę, od której nie mogłam się wprost oderwać, książkę, która pokazuje nam co tak naprawdę siedzi w głowie socjopaty czy psychopaty, a przy tym zafundował nam całkiem sporą dawkę adrenaliny, uwalniając demony, o jakich nawet nam się nie śniło.

Polecam tę książkę wszystkim, bez względu na wiek, a ja zabieram się za „Pana Potwora” :)

Książkę przeczyłam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak emotikon, za co serdecznie dziękuję !!!

sobota, 9 lipca 2011

Zdradzona – P.C. Cast + Kristin Cast

 
Wydawnictwo: Książnica
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 348
Źródło: Biblioteczka bratanicy


Zoey Redbird, adeptka w szkole wampirów, czuje, że wreszcie odnalazła swoje miejsce na ziemi. Została przewodniczącą Cór Ciemności i co ważniejsze, ma chłopaka... a nawet dwóch.
Tymczasem w środowisku zwykłych śmiertelników dochodzi do tragedii − ginie kilkoro nastolatków, a wszystkie tropy wiodą do Domu Nocy. Kiedy ludziom z jej dawnego otoczenia grozi niebezpieczeństwo, Zoey zaczyna sobie uświadamiać, że niezwykła moc, jaką została obdarzona, obraca się przeciwko jej najbliższym. Dziewczyna musi znaleźć w sobie dość odwagi, by stawić czoło najgorszemu – zdradzie.

Cóż mogę powiedzieć, pierwsza część mnie zaciekawiła, ale ta dopiero spowodowała, że wciągnęłam się w tą serię całkowicie. Autorka pokazała, że pomysłów jej nie brakuje, i że może jeszcze nas zaskoczyć nie jednym. I mam wielką nadzieję, że kolejne części będą równie ciekawe i pomysłowe oraz że uda mi się je szybko zdobyć.
Dlaczego ta część wydaje mi się ciekawsza? Na pewno dla tego, że więcej się dzieje, wraz z przyjęciem przez Zoey nowych obowiązków, przybywa jej więcej kłopotów i jednocześnie przygód. Musi ona sobie poradzić nie tylko z nową rolą jaką pełni w Córach ciemności, ale też faktem, że widzi, nieżyjących kolegów. Do tego dochodzą wątpliwości, kto jej dobrze życzy a kto tylko udaje życzliwego.
Niestety książka ma też mały minus, nie podoba mi się wątek miłosny. Miłość, czy raczej zauroczenie do 3 facetów na raz. Jakieś takie to poplątane było i odniosłam wrażenie, że autorka sama do końca nie wiedziała, jak to wszystko połączyć. Zaczynała coś i nie kończyła.
Jako całość książka mi się podobała, pochłonęłam ją błyskawicznie i jestem bardzo ciekawa, co będzie dalej z „nieumarłymi” i jak Zoey poradzi sobie w walce o dobro przyjaciół.
Ocena: 8/10

czwartek, 9 czerwca 2011

Pożeracz snów – Bettina Belitz



Wydawnictwo: Znak emotikon
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 506
Źródło: Biblioteczka własna
Premiera: 16 czerwca 2011


Elisabeth Sturm nie wyobraża sobie życia poza Kolonią, to tam znalazła w końcu swoje dwie przyjaciółki, to tam chciała zdać maturę i wkroczyć w dorosłe życie, to w końcu tam przecież mieszka Grischa, jej pierwsza wielka miłość. Jednak rodzice, nagle, z dnia na dzień psują wszystko, przeprowadzają się w sam środek głuszy, gdzie nawet jej telefon nie zawsze działa. A jak on nie działa, to jak ona ma tam funkcjonować, z dala od cywilizacji, gdzie wszystko jest daleko, gdzie znów wszyscy będą się na nią patrzeć, i wyciągać pochopne wnioski. Czy jej tata nadal nie mógł pracować w Koloni, czy musiał objąć stanowisko w Szpitalu Psychiatrycznym Rieddorfie?.
Ellie nie miała zamiaru ułatwiać rodzicom przeprowadzki, żadnych porządków, wnoszenia kartonów, czy wieszania firanek. Dla niej najlepszym lekarstwem jest sen i w każdej wolnej chwili mu się poświęca, ucieka od rzeczywistości, ucieka do krainy marzeń, za nic nie chcąc przed samą sobą się przyznać, że w gruncie rzeczy, w tym całym Kaulenfeld, nie jest tak źle, powietrze jest przecież jakieś czystsze, ma więcej przestrzeni i nawet jej pokój na poddaszu jest lepszy, większy i taki jakby z własną duszą. Tylko co z tego, kiedy wszystko co zna i kocha, zostało daleko.
Pierwsze wrażenie w szkole, jakie po sobie zostawia też jest nie najlepsze, ale cóż się dziwić, kiedy całą noc dręczyły ją jakieś dziwne sny. Śniło jej się maleńkie dziecko, w kołysce, choć może bardziej w korycie, które ktoś zostawił, i którym nikt się nie interesował. Dziecko - niemowlak, który choć początkowo pozostawiony sam sobie, nie płakał i czekał na to co będzie dalej. Wszystko jak by z innej epoki. Ellie w kółko o nim myśli i każdą chwilę wykorzystuje na sen, by dowiedzieć się co z nim jest nie tak, dlaczego jest samo i kim ono właściwie jest. Ale nie zawsze, udaje jej się powrócić do tajemniczego dziecka, częściej za to nawiedzają ją dziwne koszmary.
Pewnego wieczoru, nie chcąc już dłużej patrzeć na szczęśliwych rodziców, nie chcąc brać udziału w tej całej maskaradzie, jaką jest bratanie się z sąsiadami, Ellie wybiera się do lasu, gdzie rzeczywistość zaczyna mieszać się z magią, a tajemniczy jeździec ratuje ją z opresji. Colin Blackburn, czy aby na pewno należy do jej świata, dlaczego wszyscy omijają go wzrokiem i nikt o nim nic nie wie. Dlaczego od chwili, gdy go spotkała nie może przestać o nim myśleć, zupełnie jakby wkradł się do jej duszy i zawładnął nie tylko myślami ale także jej snem.
„Ona - wrażliwa, samotna. On - niesamowicie przystojny, intrygujący i groźny. Dzieli ich wszystko. Łączy tylko tajemnica.”

Sny i marzenia to coś pięknego, nie każdy sen pamiętamy po przebudzeniu, jednak, gdy przyśni się nam coś dobrego, niesamowitego, to dzień też staję się jakby lepszy, jakbyśmy byli bardziej optymistycznie nastawieni do życia i świata. Bettina Belitz stworzyła bardzo ciekawą, niesamowitą wręcz historię, w której sen i jawa przenikają się, w której granica między tymi stanami jest naprawdę bardzo cienka.
Akcja książki rozwija się powoli, co jednak w tym przypadku nie jest minusem, bo dzięki temu lepiej możemy poznać historię Ellie i jej rodziny, lepiej zrozumieć jej postępowanie, a wręcz prawie wniknąć do jej duszy. Muszę przyznać, że początkowo główna bohaterka mnie trochę drażniła z tym jej ciągłym marudzeniem i narzekaniem i nic nie robieniem, jednak w miarę czytania zmieniałam o niej zdanie, bo w tej książce nic nie jest takie, jakim wydawać by się mogło, a bohaterowie pełni są tajemnic, leków i fobii. Tajemnicy Colina  w pewnym stopniu łatwo było się domyślić, ale te fobie Ellie mnie naprawdę przerażały (sama mam podobną i nie chciałabym, żeby spotkało mnie coś takiego).
Historia Ellie i Colina, choć początkowo trochę podobna do tej ze „Zmierzchu” to jednak bardziej mi się podobała. Mniej tu było „słodyczy” a więcej magii i przerażających wizji. Dlatego z czystym sumieniem polecam "Pożeracza snów", wszystkim fanom fantasy i młodzieży,  wszystkim tym, którzy lubią nieprzewidywalną, wzbudzającą niepokój i fascynującą historię.  A ja z niecierpliwością będę czekać na kolejną część !!!
Ocena: 5/6

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak emotikon, za co serdecznie dziękuję !!!

środa, 27 kwietnia 2011

Z ciemnością jej do twarzy – Kelly Keaton

 

Wydawnictwo: Znak emotikon
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 257
Źródło: Biblioteczka własna
Premiera: 5 maja


Kiedyś niezbyt często sięgałam po fantastykę, będąc jeszcze nastolatką zaczytywałam się książkami Musierowicz czy Siesickiej. Ale wszystko się zmienia, łącznie z moim gustem i tak pomału przelatywały przez moje ręce różne książki fantasy. Teraz z wielką przyjemnością się za nie zabieram, bez jakiejś obawy, że się w nich nie odnajdę. I tak i tym razem z ogromną przyjemnością i ciekawością  sięgnęłam po książkę „Z ciemnością jej do twarzy”.
Aristanae nie jest zwyczajną nastolatką i nigdy nie była zwykłym dzieckiem. Od kiedy pamiętała, zawsze była inna, zawsze rzucała się w oczy. Jej włosy „wszystkie tej samej długości. Tak jasne, że w świetle księżyca wydawały się srebrne.” I choć wielokrotnie je ścinała i farbowała, to zawsze wracały do pierwotnego stanu. A do tego te oczy, jasnozielone. Koło takiej dziewczyny nie można przejść obojętnie.
Wychowywana w rodzinie zastępczej, postanawia w końcu dowiedzieć się czegoś o swojej biologicznej matce. Nie to, żeby nie kochała przybranych rodziców, jednak ta inność nie dawała jej spokoju. W końcu trafia do szpitala psychiatrycznego w którym przebywała jej matka, a informacje, które zdobyła zmieniły wszystko w jej życiu. Matka pozostawiła po sobie tylko małe pudełko a w nim list, w którym zapewnia córkę, że nie była szalona, i że grozi jej, Ari, wielkie niebezpieczeństwo. Ari wiedziona instynktem i wbrew woli matki, wyrusza do Nowego 2, by dowiedzieć się czegoś więcej i być może odnaleźć ojca.
Nowe 2 to dawny Nowy Orlean, jednak po wielkiej katastrofie, Novem postanowiło go wykupić, a Stany z chęcią pozbyły się kłopotu. Należy on teraz do dziewięciu rodzin i jest „ogromnym, niszczejącym, zagubionym miastem, które nie chciało dać się porwać fali. Było własnością prywatną, a zarazem światłem przewodnim i schronieniem dla odmieńców i rzeczy, które czają się nocą.”
Ari wiedziona potrzebą i ciekawością daje sobie jeden dzień, na odnalezienie czegokolwiek, co by jej powiedziało kim jest, kto jest jej ojcem i dlaczego grozi jej wielkie niebezpieczeństwo. Jednak jeden dzień to za mało by zmierzyć się z przeszłością i rozwiązać zagadkę.
Świetna książka, już od pierwszych stron wciąga i nie można się od niej oderwać. Nie brakuje w niej akcji, a autorka stopniowo dawkuje napięcie, by na koniec pokazać co potrafi. Bohaterowie są bardzo dobrze wykreowani, a moją największą sympatię i zachwyt zdobyła Violet, mała dziewczynka, wyglądem przypominająca gotycką laleczkę, która z ogromną ciekawością patrzyła na świat, no i ten jej przyjaciel - nic dodać, nic ująć.
Kelly Keaton stworzyła bardzo ciekawy świat, w którym możemy spotkać czarownice, wampiry, półbogów a także samą Atenę – boginię wojny i śmierci.  Możemy też przespacerować się przez Dzielnicę Francuską – Vieux Carre, oraz wziąć udział w paradach i balach, które kuszą swoim pięknem i tajemniczością . Bo tajemnic w tej książce z całą pewnością nie brakuje.
Polecam przede wszystkim fanom fantastyki i młodzieży, a sama  z niecierpliwością czekam na kolejny tom, bo jeszcze wiele rzeczy jest do odkrycia :)
Ocena 5/6

Zapraszam również na stronę poświęconą książce na FB

Egzemplarz recenzyjny otrzymałam od Wydawnictwa Znak emotiknon, za co serdecznie dziękuję !!!

poniedziałek, 14 marca 2011

Dziedzictwo Agwatronu – Paulina Koniuk



Wydawnictwo: Novae Res
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 252
Źródło: Biblioteczka własna


Ostatnio panuje moda na wampiry, mam już za sobą sagę „Zmierzch” i „Błękitnokrwistych” , jednak szukałam i czekałam na coś nowego. I tak oto wpadła w moje ręce książka „Dziedzictwo Agwatronu”, dosyć młodej, bo zaledwie szesnastoletniej autorki, Pauliny Koniuk.
Emma to taka zwykła nastolatka, trochę samotna i zakompleksiona, która czuła, że nie pasuje do tego świata. Większość jej koleżanek miała już chłopaka, i swój pierwszy pocałunek za sobą. A ona, wiecznie bujała tylko w obłokach i nie wierzyła w prawdziwą miłość, a już na pewno nie w księcia z bajki.  To nie dla niej. Jednak za sprawą zupełnego przypadku, spotyka ją coś niezwykłego i niewiarygodnego. Nietoperz, którego ratuje, przybiera postać ludzką i za pomocą tajemniczej fiolki, tworzy tunel by wrócić do swojej krainy. Emma bez chwili namysłu podąża za tajemniczym nieznajomym i ląduje w zupełnie innym wymiarze – w Agwatronie - krainie pełnej dziwnych stworzeń, gdzie będzie musiała zmierzyć się z lękiem do dziwnych stworzeń. Bo w jej świecie przecież nie ma wampirów, czarownic, syren, trolli, dżinów, harpii, czy strzyg.
Książka podobała mi się, napisana jest prostym językiem, czasem, aż za bardzo, ale biorąc pod uwagę wiek autorki, to się czepiać nie będę. W końcu ile osób w tym wieku miało pomysł i napisało książkę. Paulina Koniuk stworzyła całkiem fajną historię w której nie brakuje dużej dawki humoru. Naśmiałam się momentami co nie miara. I w przeciwieństwie do „Błękitnokrwistych” mamy tu też dużo akcji, cały czas coś się dzieje, autorka nie daje nam chwili wytchnienia. Strona po stronie poznajemy co raz to nowe zakątki Agwatronu oraz nowych trochę nietypowych mieszkańców. Moją największą sympatię zdobyła czarownica Agnes, czasem jędzowata, z dość ciętym językiem, ale w gruncie rzeczy gotowa do poświęceń.
Ta książka „przeczy prawom natury. A w Agwatronie wszystko przeczy wszystkiemu”!
Polecam ten debiut młodziutkiej Pauliny Koniuk wszystkim, którzy lubią fantastykę, a w szczególności młodzieży. 
Ocena 5/6

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Novae Res, za co serdecznie dziękuję

poniedziałek, 27 września 2010

Bohaterowie umierają - Matthew W. Stover




Wydawnictwo: MAG
Rok wydania : 2009
Stron: 670
"Człowiek nie powinien umierać, nie wiedząc dlaczego został zamordowany" Caine sławny na całą Ankhanę jako Ostrze Tyshalle'a, zabija królów i plebejuszy, bohaterów i złoczyńców. Jest bezlitosny, niemożliwy do powstrzymania, po prostu najlepszy w swoim fachu. Poznaj historię Caine'a i dowiedz się kim jest naprawdę !!!
Bardzo dobra książka, chociaż początek był dość skomplikowany. Ciężko było się połapać w nowej technologii, w systemie kastowym, w dwóch światach, grze, nadajnikach, za pomocą których można wejść w skórę i myśli Aktora. Trochę było tego dużo jak na początek, ale książka wciąga niesamowicie.
Hari Michaelson to najbardziej dochodowy i ceniony Aktor, który w Nadświecie gra Przygody jako Caine. Studio zleca i kontroluje w pełni Aktora, z możliwością ściągnięcia go, gdy ten złamie przepisy. Widzowie mogą go oglądać na dwa sposoby: bezpośrednio podłączać się do jego myśli w czasie trwania akcji albo wykupić sześcian (odpowiednik DVD). Sam Nadświat jest bardzo realny – nie ma tam nowoczesnej technologii, za to pełno jest wojowników i magii, każda rana otrzymana w walce pozostaje, a śmierć Aktora w Ankhanie kończy jego życie również w realnym świecie. Im więcej krwi i walk tym bardziej dochodowy interes.
Caine ma trudne zadanie. Jego  żona (była) traci połączenie ze Studiem i jeśli nie uda jej się w krótkim czasie go odzyskać, to zginie. Studio wykorzystuje sytuację i zmusza Caine do podpisania kontraktu na zabicie cesarza Ankhany (okrutnego i władającego niewyobrażalną mocą) za co oni, umieszczą go w Przygodzie żony.
Stover wspaniale buduje napięcie w książce, a jego realistyczne przedstawienie osobowości bohaterów wpływa niesamowicie na wyobraźnię. Trochę na początku raziły mnie wulgaryzmy i brutalność scen, ale bez tego książka na pewno nie byłaby tak dobra.
Polecam!!!
Ocena: 5/6
poniedziałek, 30 sierpnia 2010

niedziela, 26 września 2010

Zmierzch - Stephenie Meyer

Pierwszy tom bestsellerowego cyklu. Bella poznaje przystojnego Edwarda, który ma nadludzkie zdolności. Nie można mu się oprzeć, ale i nie można go rozgryźć. Zgłębiając jego mroczne sekrety, Bella naraża siebie i swoich bliskich na niebezpieczeństwo. Okazuje się, bowiem, że zakochała się w wampirze...
Książkę „zmierzch” przeczytałam błyskawicznie, zauroczył mnie Edward i było mi mało. Jednak pozostałe części pozostawiają wiele do życzenia, brakuje w nich czegoś, jak byłyby pisane na szybko i autora nie wiedziała co jeszcze wymyśleć, żeby szybko się nie skończyły.
Co zaś się tyczy pierwszej części, to postać Edwarda, jego cynizm i sarkazm, najbardziej mi się podobały. Książka o miłości ale bez zbytniej ckliwości i romantyzmu. Bella też była fajna, taka zwyczajna dziewczyna, wiecznie wpadająca w kłopoty, przewracająca się w najmniej odpowiednich momentach. W przeciwieństwie do innych bohaterek, które to zawsze były ratowane i włos im z głowy nie spadł, autorka nie oszczędziła Belli i to był kolejny plus książki. Dużą zaletą jest też język, naturalne dialogi, często wywołujące uśmiech.
Ocena 5/6
poniedziałek, 01 marca 2010 
2010/03/01 18:58:17
Lubię cały cykl:) co poradzę :) 4 część dla mnie najlepsza, druga mnie irytowała,przy trzeciej już było ok.
Pozdrawiam
-
2010/03/01 19:35:59
Druga była zdecydowanie najgorsza