piątek, 14 października 2011

Rozdawajka

Udało mi się w końcu skończyć remont, a jak to bywa w takich ciężkich chwilach, wzięłam się za gruntowne porządki i niestety okazało się, że nie mam już gdzie upychać książek. Zrobiłam małą selekcję (na razie), parę książek wydałam sąsiadce a te trzy postanowiłam wysłać w świat. Może się znajdzie dla nich dobry dom i trochę miejsca na innym regale ;)
Do rozdania mam:

  1. "Podanie o miłość" - Katarzyny Grocholi
  2. "Winnicę w Toskanii" - Ferenca Mate
  3. "Faceta z prostą instrukcją obsługi" - Agaty Mańczyk
Ta trzecia pozycja bardziej młodzieżowa, ale może ktoś dla córki albo młodszego rodzeństwa by chciał :)

Zgłaszać można się do 14 listopada, podając w komentarzu, na którą książkę ma się ochotę. Można zgłosić się po jedną lub po wszystkie.
Będzie mi miło, jeśli poinformujecie o rozdawajce na swoich blogach.

środa, 12 października 2011

Plaża Muszli – Marie Hermanson



Seria wydawnicza: Terytoria Skandynawii
Rok wydania: 2008
Liczba stron: 277
Źródło: Biblioteczka własna


Swojego czasu w księgarniach kupowałam wszystko co związane ze Skandynawią. Zresztą te książki same mi wskakiwały w ręce i nie mogłam przejść obok nich obojętnie. Tak było i z „Plażą muszli”, która jest swojego rodzaju wyjątkiem, bo z literatury skandynawskiej zaopatrzyłam się w masę kryminałów, a ta jedyna jest powieścią, dlatego tym bardziej byłam jej ciekawa.
Ulrika po dwudziestu czterech latach powraca na Plażę Muszli. To tu spędziła najpiękniejsze lata dzieciństwa i to tu wydarzyło się coś, co miało ogromny wpływ nie tylko na nią, ale też na całą rodzinę jej przyjaciół. Teraz pokazując synom szczęśliwe miejsce swojego dzieciństwa, powraca do niej wszystko to, co wydarzyło się w wakacje 1972 roku. Ale oprócz wspomnień bohaterka zastanawia się do kogo mógł należeć szkielet dziewczyny, który w skałach znaleźli jej synowie, i czy coś go łączyło z małą Mają.
W książce poznajemy nie tylko  Ulrikę i rodzinę Gattmanów, ale też Kristinę, która wydawać by się mogło, nie miała nic wspólnego z nimi. Kristina była inna, nie gorsza, ale właśnie ta inność ją wyróżniała. Nie lubiła ona ludzi, byli dla niej zbędnym otoczeniem, które wiecznie coś chciało, a przede wszystkim za dużo mówiło. Zamieszkała ona niedaleko plaży, w zupełnie prymitywnych warunkach, i tam w końcu odnalazła spokój. Pranie, sprzątnie, znoszenie opału, to były główne jej zajęcia, zaraz obok zbierania. Kristina zbierała wszystko to, co należało do przyrody i ściśle się z nią łączyło, ptasie pióra, czaszki, skóry zwierząt i z nich robiła prawdziwe dzieła. Jednak choć wszystko wydawało się być na dobrej drodze, to jednak Kristina pewnego dnia zaginęła, podobnie jak Maja.
Czy coś łączyło te dwie osoby? Jaki wpływ miało małe autystyczne dziecko na dorosłą odizolowaną osobę. Tego lata nikt nie zapomni i nie dla każdego skończy się ono dobrze.
Nie spodziewałam się, że ta książka aż tak mnie wciągnie. Nie ma tu za dużo akcji, większość czasu Ulrika wspomina swoje początki w rodzinie  Gattmanów, jak pomału stawała się ich częścią życia, a oni jej, a jednak cały czas coś wisiało w powietrzu i nie pozwalało odłożyć książki. Ta plaża, rodzina, mały domek, pokoik na poddaszu – wszystko jakby owiane cieniutką niteczką magii.
Autorka ma bardzo ładny styl pisania i język jakim pisze jest taki malowniczy, poetycki, po prostu piękny. Aż chciałoby się być na tej plaży, i wkraczać w dorosłość razem z dziewczynami. Jednak to co najbardziej podobało mi się w tej całej historii, to Kristina i świat widziany jej oczami, jej odczucia, strach, i piękno, które potrafiła znaleźć tam, gdzie inni nie widzą.
„Ale na razie jest cicho. Świat odpoczywa w przerwie między dwiema zmianami. I właśnie do tego odpoczywającego świata sunie po morzu, bezwietrznym i spokojnym jak jezioro jaskiniowe. Kajak przemieszcza się wzdłuż dobrze znanego wybrzeża, stromych granitowych skał, ocienionych plaż, liże je jak zwinny wąski język.”
„Plaża muszli” to książka trochę melancholijna, trochę smutna ale w gruncie rzeczy bardzo piękna. Cieszę się, że na nią trafiłam, że mogłam poznać historie tego magicznego miejsca, historię różnych ludzi, których połączyło lato 1972 roku.
Polecam !
Ocena 9,5/10

poniedziałek, 10 października 2011

Morderstwo niedoskonałe – Agnieszka Krawczyk


 
Wydawnictwo: SOL
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 285
Źródło: Biblioteczka własna


To moje pierwsze spotkanie z twórczością Pani Agnieszki i zaliczam je do tych z gruntu bardzo udanych. Jak sama autorka pisze, tworzy ona książki „zabawne, które mają przynieść czytelnikowi uśmiech i chwilę odpoczynku” i właśnie ta taka jest. Ci którzy pokochali Chmielewską za „Lesia” pokochają panią Krawczyk za „Mizerę, Mareczka, Adelę i Martę”.
Tak, właśnie ta czwórka bohaterów ma przyjemność pracować w pewnym wydawnictwie, które nie do końca jest nastawione  na jakość, za to wydaje wszystko i dużo, byle tylko był zysk. Bajki dla dzieci, encyklopedie, poradniki, kryminały – a co tam, nawet jeśli książka to wielki gniot, nic nie szkodzi, redaktorzy, trochę ją przerobią i jakoś to będzie. Gorzej jeśli w nadesłanym maszynopisie brakuje środka a autor zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach. Mareczek i Adela mają nie lada problem, środek wprawdzie można dopisać samemu, ale co zrobić z zaginionym, do tego policja węszy i wypytuje, Mizera przebiera się za wielką czerwona mysz, zbliża się termin oddania prac na konkurs książki kryminalnej, a trzeba jeśli znaleźć Kusibaba, który nie wiadomo czy jest kobietą czy mężczyzną.
To i o wiele więcej można znaleźć w książce pani Agnieszki. Zabawnych sytuacji zdecydowanie nie brakuje, bohaterowie są wprost przecudowni, nie brakuje im pomysłów i poczucia humoru. Do tego „Encyklopedia absurdów Adeli” pięknie dopełnia całości. A właściwie nie tylko encyklopedia, bo same powiedzonka Adeli, zbijały mnie z nóg:
„Zrobił nas w słonia"
"Bał się jak diabeł święconej wołgi"
"Nie zasypiał gruszek w popielcu"
Ta książka to dla mnie prawdziwe mistrzostwo, i z pewnością do niej jeszcze powrócę, a już na pewno zapoznam się z innymi książkami tej autorki. Polecam ją wszystkim, którzy lubią absurdalne sytuacje, trochę ciapowatych ale za to  pomysłowych bohaterów. „Morderstwo niedoskonałe” to idealna książka na jesienne pochmurne dni, to taki kryminał na wesoło :)
Ocena: 10/10

poniedziałek, 3 października 2011

Labirynt kłamstw – Tess Gerritsen



Wydawnictwo: Mira
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 442
Źródło: Biblioteczka własna


Twórczość Tess Gerritsen miałam przyjemność poznać, przy okazji czytania książki „Bez skrupułów”, dlatego, gdy tylko nadarzyła się okazja, bez wahania i z wielką ciekawością sięgnęłam po „Labirynt kłamstw”. Tak jak poprzednio, tak i teraz książka składa się z dwóch historii, niesamowicie wciągających, gdzie akcja już od samego początku, już od pierwszych stron nabiera niesamowitego tempa i nie zwalnia aż do ostatniej strony.
Telefon o północy.
Wierzycie w miłość od pierwszego spojrzenia? Sarah Fontaine na pewno, bo ledwie poznała Geoffreya, to bez wahania wyszła za niego za mąż. Ten mężczyzna nie tylko był diabelsko przystojny ale też potrafił sprawić, by ona, mała szara myszka, uwierzyła w siebie. Wszystko to stało się nagle, tak samo jak telefon, który niespodziewanie zadzwonił o północy. I tak oto Sarah krótko po swoim ślubie dowiaduje się, że jej mąż, jej ukochany nie żyje. Tylko dlaczego człowiek z Departamentu Stanu twierdzi, że jej mąż zginął w pożarze w hotelu Berlinie, skoro miał być Londynie? I dlaczego ten sam człowiek twierdzi, że prawdziwy Geoffrey umarł jako dziecko. Sarah musi dowiedzieć się prawdy o swoim mężu, o swoim małżeństwie,  a coś podpowiada jej, że on jednak żyje, tylko dlaczego ją oszukiwał i kim naprawdę jest?.
Przemierzając miasta europejskie, Sarah wpada w sam środek afery szpiegowskiej, w którą zaangażowani są przedstawiciele rządu, CIA oraz Mossadu. Czy uda jej się z tego wyjść cało? Czy człowiek, który ją w to wciągnął, ma choć trochę sumienia, by pomóc się wydostać z szykowanej na nią pułapki?
Bez odwrotu.
Catherine Weaver prowadzi dość spokojne życie, po rozwodzie nadal zajmuję się charakteryzacją w produkcjach filmowych swojego byłego męża. Jednak jako samotna kobieta, najwięcej czasu lubi spędzać ze swoją przyjaciółką, by razem trochę ponarzekać na mężczyzn. Jednak ten wypad do najlepszych nie należy, najpierw po drodze, wpada jej pod koła mężczyzna, a potem  ginie jej przyjaciółka. Victor Holland, któremu uratowała życie, zostawił w jej samochodzie dowód, przeciwko pewnej firmie, a który to musi koniecznie odzyskać, by przeżyć. Jednak i Catherine już nie jest bezpieczna, odwożąc rannego do szpitala, zostawiła po sobie ślad, a tym samym ściągnęła na siebie wielkie niebezpieczeństwo. I tak razem z Victorem chcąc przeżyć, muszą znaleźć kolejny dowód na to, że za rządowe pieniądze pewna firma produkuje broń biologiczną. Wiele osób stanie na głowie, by te informacje nigdy nie ujrzały światła dziennego, a tych dwoje, by wyjść z tego cało.
Uwielbiam thrillery, a w szczególności medyczne i tego mogę zaliczyć do jednego z lepszych. Jako, że nie jest to moja pierwsza książka tej autorki, tak więc wiedziałam, czego mogę się spodziewać i oczywiście się nie zawiodłam. Jak już pisałam na początku, to co najbardziej mi się podoba w książkach Tess Gerritsen, to akcja, która wciąga nas już praktycznie od pierwszej strony i która nabiera niesamowitego tempa. Czytając nie mamy chwili na zastanawianie się, czy znużenie, bo autorka ani na chwilę tego tempa nie zwalnia. I choć samo zakończenie jest może ciut przewidywalne, to i tak  książkę czyta się z zapartym tchem do ostatniej strony.
Kolejnym elementem, dość charakterystycznym w książkach tej autorki, jest drobny wątek romansowy, delikatnie wpleciony w całość. Nie jest on nachalny, nie wychodzi na pierwszy plan, a jest wręcz doskonałym wypełnieniem całości. I mi się on bardzo podoba, bo w końcu ludzie w sytuacjach zagrożenia potrzebują bliskości, poczucia bezpieczeństwa, a dzięki niemu, temu wątkowi, bohaterowie stają się bardziej ludzcy, bardziej prawdziwi.
„Labirynt kłamstw” to niesamowicie wciągająca książka, thriller w którym nie brakuje zagadek, płatnych morderców, przekupnych ludzi na wyższych stanowiskach. FBI, CIA, Mossad, czy oni wszyscy aby na pewno dbają o nasze bezpieczeństwo, czy w śród nich nie znajdziemy nie jednej ale wiele „czarnych owiec”, które by chronić swoje stanowisko, są w stanie przymykać oczy na pewne sprawy. Czy ludzie, których by się wydawało, dobrze znamy, są na pewno tym, za kogo się podają? To wszystko i o wiele więcej znajdziecie w tej książce i z pewnością przekonacie się,  że władza i pieniądze, mogą zniszczyć każdego.
Polecam wszystkim fanom thrillerów, naprawdę warto !
Ocena 9,5/10

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Harlequin/Mira, za co serdecznie dziękuję !!!

niedziela, 2 października 2011

Cukiernia pod Amorem. Zajezierscy – Małgorzata Gutowska - Adamczyk


 
Wydawnictwo: WNK
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 466
Źródło: Biblioteczka własna


„Cukiernia pod Amorem” to kolejna książka, którą kupiłam pod wpływem wielu pozytywnych recenzji, których naczytałam się na blogach. Kupiłam ją już dawno temu, kiedy pojawiała się ona wszędzie, i wszędzie było o niej głośno, jednak cały czas odkładałam ją na później, obawiając się czy aby mi się też spodoba. A teraz czym prędzej będę musiała się zaopatrzyć w kolejną cześć.
Iga każde wakacje spędza w rodzinnym Gutowie, chodź studiuje w wielkim mieście, to wie, że jej miejsce jest tu, w tej małej mieścinie, w rodzinnej cukierni. Nie zależy jej na wielkiej karierze, na pracy dla wielkiej korporacji, zdecydowanie woli pracować dla siebie, i rozwijać rodzinny biznes. I tak razem z ojcem i babką robią wszystko by ich cukiernia nie tylko przynosiła jak największe zyski, ale też by ludziom naprawdę smakowały wyroby cukiernicze, by miło spędzali czas w kawiarnianym ogródku. Niestety babcia pewnego dnia dostaje wylewu, a archeolodzy przekopując Gutowo, dokonują niezwykłego odkrycia.
Co wspólnego ma babcia i tajemnicze odkrycie ? Pierścień odnaleziony przez archeologów należał dawno temu do rodziny babci, aż pewnego dnia zaginął w tajemniczych okolicznościach. Teraz Iga za wszelką cenę chce się dowiedzieć jego historii a przy okazji poznać bliżej historię własnej rodziny, silnych kobiet i ich namiętności.
Zaczynając książkę czekałam na to by zachwyciła mnie tak samo, jak innych, by pochłonęła mnie totalnie. Nie wiem czego tak do końca się po niej spodziewałam i sama nie wiem, w którym momencie przepadłam na dobre. Ot niby zwykła historia rodzina, ale te dworki dziewiętnastowieczne, życie na prowincji, to jest naprawdę coś. Autorka świetnie oddała realia tej epoki, jej koloryt. Kobiety, choć podporządkowane mężczyzną, to jednak one rządziły wszystkim, to na ich głowach było utrzymanie rodziny. I choć wielokrotnie chciały, by ich dzieci, by ich córki, nie popełniały tych samych błędów, to jednak nie dało się ich przed tym ustrzec. Ale dzięki temu też były one z pokolenia na pokolenie co raz silniejsze i co raz mądrzejsze.
„Cukiernia pod Amorem” to bardzo mądra i barwna historia o kobietach i ich mężczyznach, o rodzie Zajezierskich na tle przełomowych wydarzeń historycznych. I choć nie do końca umiem sprecyzować to, co mnie tak bardzo urzekło w tej książce, to jednak wiem, że koniecznie muszę zapoznać się z dalszą historią rodziny. Autorka postąpiła bardzo nieładnie, kończąc książkę w tak ważnym momencie ! I teraz jak tu nie kupić kolejnej części?
Mówi się, że apetyt rośnie w miarę czytania i w tym przypadku zdecydowanie tak jest. Ja mam apetyt na więcej !!!

Ocena 9,5/10